Pokazywanie postów oznaczonych etykietą widoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą widoki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2015

Dubrovnik- Chorwacja: wycieczka sierpień 2015

Jeden z dni w naszej ukochanej Czarnogórze postanowilismy poświęcić na wycieczkę do Dubrovnika. 
Chciałam napisać "pobliskiego" Dubrovnika, ale nie jest on taki bliski, jak nam nawigacja wskazuje :D
 Upalne lato i gorące mury nie są idealnym polączeniem, dlatego wstaliśmy koło 6, by być jeszcze przed największymi upałami w Dubrovniku. Trasa niedaleka, koło 112 km, wg nawigacji 2 godz 36 min- hahhahhah. Niewykonalne :D Startowaliśmy z Petrovaca, przez Bokę Kotorską, korzystając z promu (4,5 euro w jedną stronę). Na jedenastą byliśmy na miejscu. 
Zastaliśmy ogromny upał i piękne mury widoczne z daleka- znane nam dotychczas głównie z serialu "Gra o tron" :)


Nie szukaliśmy parkingu, bo nastawialiśmy się od razu na podziemny parking niedaleko murów, którego nie sposób przeoczyć- znaki informujące o parkingu z zadaszeniem pojawiają się już na głownej drodze. Zależało nam, by auto nadawało się do jazdy po zwiedzaniu starego miasta, a nie było nagrzaną puszką do której nie chce się wsiadać. Nie mogę teraz znaleźć rachunku z parkingu, ale po operacjach na koncie mniemam, że kosztował 30 HRK za godzinę- czyli ok. 17 zł. Do przejścia pieszo z niego na stare miasto prowadzi prosta droga, ok. 10 minut spacerem.  Na parkingu można skorzystać z toalet- za 80 centów nawet nie ma lusterka! :D 



Stare miasto robi wrażenie. Z daleka widać jednakowe, pomarańczowe dachówki, które pięknie komponują się z kolorem Adriatyku. 


Upał niemiłosierny, ludzi nie było jakoś specjalnie dużo. Ze kraników można sobie nabrać wodę nadającą się do picia lub schłodzenia, z czego kazdy chętnie korzystał. 


Wszędzie pełno Japończyków. Poznamy ich niekoniecznie po charakterystycznych rysach- z daleka rzucają się w oczy robiąc zdjęcia wszystkiego, najlepiej ze sobą na pierwszym tle- za pomocą selfiesticka... Widok komóry na kiju już zawsze będzie mi sie kojarzył z Japończykami :D 
Najgorzej było na górze Srd, na którą udaliśmy się po zakończeniu wizyty na starym mieście. Tam Japończycy opanowali taras... Jedni kończyli robić foty, inni dopiero przychodzili- a że miejsce było idealne do robienia sobie zdjęć z przepiękną panoramą Dubrovnika w tle i większość zwiedzających chciała je mieć, to chyba na każdym z posiadanym jest jakiś pozujący obok nas obywatel Japonii. W różnych pozach, bo to nie było "ot takie zrobienie zdjęcia". To były całe sesje! Prawa nóżka zgięta, lewa, palce w literę V, tylko palce prawej ręki w literę V.... i tak 5 minut każdy. 



Góra Srd nie jest taka straszna, jak o niej niektórzy kierowcy opowiadają. Tutaj widok z satelity dzięki google maps:


 Asfalt bardzo dobry, trochę wąsko- ale balkańscy kierowcy są uprzejmi z zasady i przepuszczanie się nie stanowi żadnego problemu. My osobiście liczyliśmy na coś bardziej strasznego ;)






Widok z góry piękny! 

Samochód można bezpiecznie zostawić na darmowym parkingu. Podziwiać panoramę Dubrovnika można z tarasów widokowych. Można także zjeść coś pysznego lub wypić mrożoną kawę rozkoszując się tym widokiem :) 

Kolejka do kolejki jest spora. Nie staliśmy- na górę chcieliśmy wjechać autem to raz, a dwa- niby podróż jest szybka, ale w wagonikach nie ma klimy ;)



Czy warto jechać? 
Warto! 

Ale trzeba przygotować się na drożyznę w porównaniu z innymi miastami Chorwacji i z Czarnogórą.


wtorek, 31 marca 2015

Filmik z drogi- dojazd do Czarnogóry przez Bośnię


Witam :)


Film wrzuciłam na yt już jakiś czas temu, ale nie wiem jakim sposobem, zapomniałam umieścić go także tutaj. 

Film nakręciliśmy w sierpniu 2014 r., jadąc na kolejny 3tygodniowy urlop w tym pięknym kraju. 
W niecałych siedmiu minutach filmu ukazane są drogi (czasem bardzo wąskie i wyboiste, a czasem płaskie i szerokie, zawstydzające nasze polskie autostrady), którymi poruszamy się do samej granicy bośniacko- czarnogórskiej. Im bliżej Czarnogóry, tym piękniej. Zachęcam do obejrzenia całości, gdyż mniej więcej w połowie dopiero zaczynają się widoki, dla których warto zwiedzić Bałkany samochodem :)


Wkrótce zmontuję kolejne filmiki, bo materiałów do wyboru mam (delikatnie mówiąc) sporo ;)


Mam nadzieję, że zachęciłam kogoś z oglądających do odwiedzin przepięknej Czarnogóry :)

Pozdrawiam 

niedziela, 9 listopada 2014

Zwierzaki w Czarnogórze

Dzisiaj pokażę Wam parę fotek zwierząt, jakie można spotkać w Czarnogórze. 
Kraj posiada baaaardzo piękną i bogatą florę i faunę. 

Dzisiaj skupię się na faunie, bo muszę przyznać wprost, że mam mało zdjęć zrobionych typowo dla uchwycenia roślinności- zazwyczaj znajduje się ona w tle. Może któregoś dnia przeszukam zasoby i znajdę takie fotki, które wprost ukażą piękno i niezwykłość czarnogórskiej flory. Wspomnę jedynie, że nigdy wcześniej nie widziałam, aby obok siebie rosły lasy sosnowe, palmy, winorośle i drzewka oliwne. Tam jest to normalne. Dla nas dziwnym także jest zerwanie pomarańczy z drzewa- tam pomarańcze i mandarynki ludzie posiadają we własnych ogrodach. Nasi gospodarze mieli właśnie mandarynki (były niestety jeszcze zielone do naszego wyjazdu), figi i przepyszny winogron (moim zdaniem- najlepszy jaki jadłam, wg nich- jeszcze niedojrzały!). Jeżdżąc w rejonach Jeziora Szkoderskiego czy po Pólwyspie Lustica łatwo dostrzec granaty rosnące na drzewkach. Gaje oliwne i winnice zajmują bardzo rozległe tereny i pozwalają niejednemu Czarnogórcowi wyżywić rodzinę, zresztą sprzedawców win i owoców z własnych upraw spotkamy w całym kraju. Podobnie z arbuzami- z dróg widać "farmy" arbuzowe (np. w rejonie Ulcinj) i często obok nich zlokalizowane jest stanowisko sprzedaży, gdzie arbuzy stale polewane są wodą.        
Tyle o roślinach :)

Przejdźmy do zwierzaków.

O ile nie jest niczym nadzwyczajnym jest spotkać podczas (s)nurkowania ryby w przeróżnych kolorach i rozmiarach czy nawet rozgwiazdy, którym nie będę tutaj poświęcać miejsca, to zobaczyć dzikie konie czy żółwie- to już nie jest takim zwykłym wydarzeniem :) 
Z żyjątek morskich wspomnę o jeżowcach. 
W rejonach, gdzie dno morza jest piaszczyste, raczej ich nie spotkamy, bo przyczepiają się do kamieni, ale gdy zamierzamy nurkować czy korzystać z uroków morza w miejscu, gdzie dno jest skaliste- trzeba uważać. Bliskie spotkanie z taką jeżową kulką kończy się dla nas boleśnie. Ja do dziś mam w płetwach kilka ich kolców. Skoro wbiły się w sztywny plastik porządnej płetwy, łatwo sobie wyobrazić, jak kończy ludzka stopa po nadepnięciu na jeżowca. Dużo ludzi nosi buty do wody. My nie, choć uwielbiamy dno skaliste i zazwyczaj na takie plaże chodzimy, ale często korzystamy z płetw albo po prostu patrzymy pod nogi (przejrzystość wody na to pozwala)- jednak i tak nie udało się w tym roku uniknąć nadepnięcia. Pierwszy raz mnie dorwał :D Bolało jak cholera, na szczęście chyba kolec sam szybko wyszedł. Po kilku godzinach nic nie czułam, choć czarny cieniutki kolec dalej znajdował się pod moją skórą. Ale wiem, że taki kolec może dawać się we znaki kilka ładnych dni. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Jeśli już mowa o skalistym dnie, to warto podkreślić, że w rejonie skał łatwo spotkać kraba.  Kamienie na brzegu to ich naturalne środowisko. Bardzo szybko zasuwają!  


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro


Wody Adriatyku w rejonie wybrzeża Montenegro to także bardzo dobre warunki dla małż. Tutaj upolowałam w Zatoce Kotorskiej omułka. Było ich mnóstwo! Ogólnie z Zatoce bez problemu znajdziemy miejsca, gdzie wprost z wody możemy na kilogramy zakupić do samodzielnego przyrządzenia takie małże. Z daleka widać miejsca ich połowów- na wodzie unoszą się specjalne sznurki, beczki i pojemniki. Możemy także wyłowić je z wody samodzielnie- nasi sąsiedzi z Polski z jeden wieczór zaprosili nas na swój taras na kolację, gdzie zaserwowali przepyszne omułki, które znaleźli tego samego dnia niedaleko naszego miejsca zamieszkania.  


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro


Podziwiając muszelki na plaży pamiętajmy, że taka muszla może nadal zawierać mieszkańca! Byłam bliska zawału serca gdy z mojej pięknej muszelki nagle wyłoniły się szczypczyki i muszla zaczęła zwiewać w stronę wody :D Ta sytuacja później zdarzyła mi się jeszcze raz, gdy leżąca sobie na stoliku piękna "muszla" nagle mnie chciała dziabnąć, gdy oglądałam wyłowione skarby  ; )


W Czarnogórze bliskie spotkanie ze zwierzakiem może i zwykłym, ale w niezwykłych okolicznościach raczej się zdarzy- my dziko żyjące konie widzieliśmy podczas każdego pobytu. Pierwszy raz spotkaliśmy je wjeżdżając do Sutomore szukając noclegów... wyjadające jedzenie ze śmietnika stojącego między blokami mieszkalnymi. Strasznie żałowałam wtedy, że nie zrobiłam im zdjęcia, ale tydzień później widziałam je chadzające wzdłuż ruchliwej drogi. 

W tym roku pięknego, białego konia spotkaliśmy na drodze na Półwyspie Lustica, gdy byliśmy na wycieczce i rejsie do Błękitnej Groty. Jedziemy sobie malowniczą drogą i nagle.... 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro


Idzie sobie piękny biały koń. Poruszał się dostojnie i nic sobie nie robił w mijających go samochodów. Każdy kulturalnie go ominął, bez żadnego trąbienia itd. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Nie ma raczej opcji, by podczas pobytu w Czarnogórze nie spotkać na drodze krów, owiec, kóz bądź osła. Krowy jak to krowy, włażą na środek nawet w ostatniej chwili, można je spotkać nawet w środku miasta. 
Tutaj stadko kilku krów wtargnęło na jezdnię przy wjeździe do Sutomore. 

Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Na szczęście merc za nami jechał dość wolno i także zdążył szanownym krowom zrobić miejsce na przejście.
Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

W rejonie Jeziora Szkoderskiego staliśmy w tym roku "w kozim korku". Kóz było mnóstwo, były uparte i nie miały ochoty przepuścić żadnego samochodu. Jechaliśmy jako pierwsi przez jakieś 7 minut, ale kozy wydzielały taki smród, że przepuściliśmy parę aut by postarały się skuteczniej je przegonić lub przyspieszyć ;) Nic to nie dało, inni kierowcy także nie mieli na nie żadnej metody, a trąbienie i dojeżdżanie im tuż za zadek nie dawało kompletnie nic. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Ostatecznie po blisko 15 minutach zlazły gdzieś w bok na rozjeździe, ale tylko dlatego, że pomógł im w tym miejscowy. Na szczęście, bo sznureczek aut liczył sobie z 10 albo trochę więcej pojazdów, było już dość późno a drogi w tym rejonie nie są bezpieczne do jazdy po zmroku (mieści się półtora samochodu i z jednej strony skarpa). 

Kilkanaście razy spotkaliśmy też osiołki. I takie, które wyglądały na dzikie, i udomowione. Ten na poniższym zdjęciu aż trząsł się ze strachu na nasz widok, więc zrobiliśmy mu fotkę z auta i szybko odjechaliśmy dalej. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Kilkanaście metrów dalej stała dalsza część oślego stada. Tu jakiś młodszy osobnik:
Love Montenegro Kochamy Czarnogórę Blog o Czarnogórze


Wracając znad Jeziora spotkaliśmy także żółwia. Najpierw widzieliśmy kilka żółwich zwłok, rozpłaszczonych do grubości papieru. Gdy już traciliśmy nadzieję na spotkanie żywego osobnika, trafił się jak ślepej kurze ziarno. Zatrzymaliśmy się, czekając na znajomych i zobaczyłam coś małego idącego po asfalcie. Byłam pewna, że to jeż, ale okazało się, że to żółwik :) 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Żeby spotkać jakiegoś czworonoga nie trzeba było nawet jechać na wycieczkę- jeden ze zwierzaków odwiedził nas parę razy na tarasie w porze nocnej, usadawiając się przy lampie. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Czy takie spotkania nie są wyjątkowe? :)))


poniedziałek, 28 lipca 2014

Boka Kotorska, Kotor- trasa widokowa

Czy można być w Czarnogórze i nie widzieć Zatoki Kotorskiej? Nie!
Uważam, że jest to jeden z solidnych punktów wycieczkowych podczas pobytu w tym kraju. 

Są dwa sposoby na dojazd do Zatoki - mówię o dojeździe z południa Czarnogóry. Pierwszy- prosty: kierować się na Tivat główną drogą. Druga opcja jest o wiele bardziej ciekawa: jadąc przez Park Narodowy Lovcen możemy podziwiać jego piękno, możemy podjechać do Mauzoleum i z punktu widokowego obejrzeć panoramę okalających go gór, i najważniejsze- do samej Zatoki (do Kotoru np.) zjedziemy jedną z najpiękniejszych widokowo dróg w Czarnogórze. 
Czyż już sam rzut oka na mapę nie powoduje chęci dołożenia kilometrów dla pokonania takiej trasy? Taki piękny zygzak kusi :)

My każdorazowo pokonywaliśmy z przyjemnością drogę serpentynową, czyli z góry w dół, w stronę Zatoki,  do Kotoru. 
Samej Zatoki nie objechaliśmy w całości, w tym roku taki mamy plan na jedną z wycieczek. 
Uważam, że warto się tam wybrać dwukrotnie- raz, by przejechać przez Lovcen i zwiedzić Kotor, drugi raz, prostą  drogą na Tivat, przed lotniskiem odbić w lewo i kierować się w stronę Miristy (by móc zobaczyć Blue Cave i ruiny), a później już jechać dalej i cały czas poruszać się wzdłuż Wybrzeża, mając po lewej wody Zatoki.  Znowu na Tivat, przez Kotor, Risan do Herzeg Novi, gdzie można promem "wrócić się" na skróty wraz ze swoim samochodem do Tivatu. My kochamy zarówno jazdę samochodem, jak i rejsy, więc będzie nam ciężko zadecydować, którą opcję wybrać- rejs czy wkoło :) Trzeba liczyć się z tym, że na prom może być spora kolejka, co wcale naszej podróży nie skróci.

Ważnym punktem wycieczki wzdłuż Boki jest na pewno Błękitna Grota- Blue Cave, Plava Spilja. Tam zamierzamy wpłynąć i zanurkować. Błękitna Jaskinia jest ewenementem na skalę światową- tutaj mogę jedynie odesłać do google, bo nie chcę kopiować tych informacji, a własnych zdjęć jeszcze nie posiadam.

Nie tylko Blue Cave jest atrakcją tego rejonu. Cały półwysep Lustica jest  najbardziej "dzikim" i nieskomercjalizowanym fragmentem czarnogórskiego wybrzeża. Piękne są plaże, roślinność, jest także coś dla miłośników zwiedzania- piękne ruiny i monastyry, nawet zlokalizowane na wyspie.

Ale to jest plan do dokładnego zrealizowania na ten rok, powróćmy do tych już zrealizowanych. 
Trasa przez Lovcen wiedzie wąskimi drogami, jednak nie ma na nich dziur czy jakichś niespodzianek. Są za to piękne góry. 


Piękne góry, dawne fortyfikacje, stare, kamienne domy. Od czasu do czasu można spotkać taki widok....

Jadąc tymi uroczymi drogami warto zatrzymać się w samym Parku Lovcen, gdzie można nie tylko pospacerować wśród przyrody czy zrobić sobie mały piknik, ale także zaczerpnąć trochę wiedzy o historii kraju i jego władcach.

Na pewno polecam wizytę w Mauzoleum Piotra II Petrowicia- Niegosza, znajdującym się na szczycie Jezerskim ( 1 660 m n p m). 
Do samego Mauzoleum prowadzą nas schody- najpierw wśród drzew, a później w wśród skał, kamiennych murów i w wydrążonym w skale tunelu. 

Nie mieliśmy szczęścia, bo okazało się na szczycie, że Mauzoleum jest nieczynne, ale zgodnie z napisami na tablicy, prace miały się zakończyć jesienią ubiegłego roku, więc tego lata można zwiedzać. Wstęp, jeśli dobrze pamiętam, 3 euro.
  

Za Mauzoleum znajduje się taras widokowy, skąd rozpościerają się przepiękne widoki na okalające góry. Cieszę się, że nie zwinęliśmy się stamtąd wraz z pierwszymi maleńkimi kropelkami deszczu- zaczelo kropić, ale przeczekaliśmy i było warto :) Spędziliśmy tam z godzinę, by później dalej ruszyć w stronę Kotoru.

Dalsza trasa jest naprawdę piękna, jedna z naszych ulubionych :)




Z każdym  kilometrem w stronę Zatoki  droga robi się coraz ciekawsza. 




Na pewno jest to jedna z najbardziej malowniczych i pięknych tras w Montenegro.






Im bliżej Zatoki, tym więcej zakrętów. 




Zakręty są ponumerowane, więc wiemy, ile drogi jeszcze przed nami. 





Co jakiś czas znajdują się na poboczach punkty, w których można popodziwiać widoki, a nawet siąść na ławeczce i spędzić tam dłuższą chwilę. 



Im niżej, tym bardziej widoczne statki i motorówki na wodach Zatoki. 




Co chwila mijamy turystów spoglądających z podziwem na fiordy i taflę wody.



Docierając na sam dół możemy albo jechać "na objazdówkę" wzdłuż Boki, albo zwiedzić Kotor. A jest co oglądać! 






Ruiny starego miasta unoszące się na zboczu skał, wąskie uliczki wyłożone kamieniem, błyszczącym się od milionów stóp... Można skusić się na kolację w jednej z dziesiatek małych restauracji w okolicach starego miasta. 






Coś dla miłośników kotów- w Kotorze ich pełno, jak sama nazwa wskazuje :) 
  Wylegują się na błyszczących uliczkach, siedzą na wystawach, wchodzą do sklepików... są wszędzie. 




Kotor jest pięknym miastem, wartym odwiedzenia i poświęcenia mu kilku godzin. A w połączeniu z atrakcyjnym położeniem nad Zatoką  i widokowym dojazdem staje się miejscem, do którego wrócę i w tym roku po raz kolejny. 




Pozdrawiam, kolejny post już z Czarnogóry lub po powrocie do domu :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Piękno Adriatyku w rejonach Czarnogóry

Dlaczego w Czarnogórze warto wybrać się w rejs?
Krótko i na temat. 
Dlatego:
Montenegro Czarnogóra samochodem
 Woda raz jest turkusowa, raz pięknie niebieska, raz wpadająca we wściekły kobalt.... Czasem się to wydaje aż niemożliwe, oglądając zdjęcia. Jednak tak tam jest, przepięknie! :) Żadne zdjęcia nie oddają pełnego uroku tych miejsc.


Czarnogóra samochodem urlop
 Kolor wody to jedno, a drugie to przepiękne skały. 
Ogromne masywy skalne widzimy zarówno przy brzegu, jak i wyrastające nagle na środku niebieskiej  tafli wody. Przy ogromnych ścianach skalnych przy brzegu czasami dostrzec można bardzo jasny piasek- maluteńkie plaże, dostępne tylko w wody. Mając swoją łódkę lub wynajęty skuter wodny (jedna i druga opcja dla osób z grubszym portfelem niestety)  można wybrać się na jedną z tych małych, rajskich plaż.... Wrażenia- niezapomniane!  
W niektórych miejscach widać, że "w głąb skały" da się wpłynąć- na przełomie tysięcy lat wytworzyły się małe jaskinie, kuszące śmiałków do wpłynięcia.
Czarnogóra samochodem

Jeśli dobrze będziemy się przyglądać skałom na wybrzeżu (lub jeśli znamy serbski i zareagujemy we właściwym momencie na słowa przewodnika- kapitana statku), możemy dostrzec wśród skał pozostałości wojen- charakterystyczne lufy armat lub rzadziej betonowe bunkry.


Takich widoków nie będziemy mieli z brzegu. Rejsów w Czarnogórze na pęczki. Całodniowe, krótkie- działające na zasadzie morskich taksówek, rejsy nocne do Budvy.... 
Rejsy nie są specjalnie drogie- za całodzienny  rejs od Sutomore, przez Petrovac i Budvę, gdzie były przystanki, na Kraljiciną plazę, gdzie można było wylegiwać się i pływać 3 godziny, płaciliśmy po 10 euro od osoby. Wycieczka, jeśli dobrze pamiętam,  rozpoczyna się o 8.30 i kończy o 17. Statek przepływa wzdłuż wybrzeża, zatem startuje w Barze, a potem zabiera turystów z dwóch miejsc w Sutomore. W każdej większej miejscowości znajdziemy plakaty, ogłoszenia i pilotów wycieczek, którzy przedstawią dostępne oferty rejsów. 
Można się wybrać także na krótki rejs, tzw. "podwózkę"- np. z Sutomore na piękną plażę królowej (w/w Kraljicina plaza), z Budvy na wysepkę Hawaii. 
Z Baru z kolei można wyruszyć w rejs do Włoch, jednak wtedy nie mamy już do czynienia z kilkugodzinną wycieczką małym stateczkiem, a prawdziwą wyprawą ogromnym promem, za zdecydowanie inne pieniądze. A czy warto? Nie wiem. Dla nas zdecydowanie nie. Czarnogóra jest tak piękna, że nawet kilkutygodniowy pobyt dla nas jest za krótki. W tym roku wybierzemy się do Albanii na jeden dzień....  ani godziny dłużej nie chcemy tracić piękna Czarnogóry z oczu :)


Wakacje w Czarnogórze 2014 Sutomore

wtorek, 1 lipca 2014

Alkohole, trunki i imprezy w Czarnogórze

Dzisiaj trochę o alkoholach, jakie dominują w Czarnogórze, a trochę o wieczornych imprezach, które czasem z alkoholem są powiązane ;)
Nie będę rozpisywać się o alkoholach znanych w większości krajów, popularnych, czyli dostępnych również i w Czarnogórze, a wyłącznie lokalnych trunkach. W Czarnogórze królują piwa, wina i rakije.
Idąc od najsłabszych....

Piwo! 

Odnośnie piw rozpocznę od ciekawostki piwnej.
Wiadomo, piwo ze szkła jest znacznie lepsze, niż puszkowe lub z plastikowych butelek. Ale aby takowe piwo w Czarnogórze kupić, jest to nie lada wyczyn. Dlaczego? Bo aby kupić pierwsze, trzeba mieć butelkę na wymianę! Tylko skąd ją wziąć? Nie pomoże tłumaczenie w sklepie, że zapłacimy tą kaucję, abo że zaraz oddamy butelkę. Nie i koniec. Albo jest butelka, albo nie ma browara :)

Nas problem ominął- właściciele naszego pensjonatu mają na parterze bar/restaurację, więc kupiliśmy sobie u nich bez żadnego problemu zimne piwka zaraz po przyjeździe i dokonaliśmy małego przywłaszczenia butelek ;) Tym samym startowy pakiet czterech pustych załatwił sprawę.
Może jest to jakaś metoda: zamawiać w lokalach piwo bez przelewania do szklanek, potem za pazuchę butelkę i w nogi hahaha nie próbowałam :)
Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore Blog podróżniczy
Zimne Niksicko zaserwowane tuż po wyjściu z samochodu, po 22 godzinnej podróży :) Zdjęcie z własnego instagrama.

W każdym sklepie jest pełno lokalnych piw (innych także). Butelkowe, puszkowe i w dużych, plastikowych butelkach, które wychodzi najtaniej. My nie gustujemy w „zwykłych” piwach (pijamy smakowe/ portery, dojrzewające itd.), ale raz- na wakacjach trzeba degustować lokalne marki, dwa- na upały nie trzeba nie wiadomo jakiego wybornego smaku dla samego ugaszenia pragnienia, więc piliśmy schłodzone Niksicko i było całkiem ok.
Niksicko jest piwem produkowanym w Niksicu. Jest kilka rodzajów, my pijamy zwykłe, ciemne, limonkowe i grejfrutowe (moje ulubione).
Serbowie, z którymi zaprzyjaźniliśmy się rok temu, uważają że Niksicko jest średnie i pili serbskie piwo Lev oraz Jelen, aczkolwiek sądzę, że ich opinia była podyktowana względami patriotycznymi, nie smakowymi ;)
Alkohole w Czarnogórze LOVE Montenegro
Czarnogórskie piwo Niksic. 

Ceny piwa lokalnego są trochę większe, niż piw popularnych w Polsce. Za jakieś Tyskie, Kasztelana czy inne „zwykłe” piwo płacimy poniżej 3 zł. Tam ceny zaczynają się od około 80 centów, więc ponad 3 zł. Taniej raczej nic nie znajdziemy, a i tak mówimy o piwach w puszcze. Z drugiej strony, ceny piw w sklepie są praktycznie takie same, jak na promenadzie, więc nie ma sensu obkupować się w markecie.
Na imprezach piw także mamy spory wybór (nie tylko piw! Najlepsze łiskacze, pyszne driny i shoty, na co kto ma ochotę).  Piwo lane- miejscowe, butelkowe- raczej „obce”. My w klubach pijaliśmy Tuborgi, duńskie o ile kojarzę. Małe butelki, dość drogie + napiwek, więc imprezy mogą wychodzić drogo ;) 
Zauważyłam także, że Serbowie, mimo iż są narodem raczej biednym, nie żałują na napiwki tak, jak Polacy, i jest to dla nich oczywista oczywistość, by z kelnerem w dyskotece pogadać i mu napiwek zostawić. Nie wiem, czy wszyscy tak robią, ale nasi współtowarzysze imprez właśnie tacy byli. O samych Serbach (którzy stanowią większość spośród odwiedzających Czarnogórę turystów) napiszę w odrębnym poście.

W Polsce za picie piwa na ulicy czy plaży można zarobić mandat, a i tak jest to nagminne. Jak jest w Czarnogórze- nie wiem. Chyba wolno je pić, skoro jest sprzedawane wzdłuż całej plaży? :)
My płynąc w rejs wycieczkowy na sąsiednią plażę, dostępną tylko od strony morza, kupowaliśmy na promenadzie z lodówki zimne piwa i zabieraliśmy je ze sobą, ale mówię tu o ilości jedno na głowę, a nie po 10 by się nawalić do słońca :D Raczej nie zaobserwowałam picia na plażach w dużych ilościach czy ostentacyjnie, tak jak to jest nad Bałtykiem.
Gdy głębiej się nad tym zastanawiam, to chyba nie widziałam żadnego człowieka idącego promenadą z browarem w ręce! Nie spotkałam tam także żadnej grupki podchmielonych osób po imprezie. Żadnych zaczepek późno w nocy, żadnych krzyków itd.

Ogólnie imprezy i dyskoteki w Czarnogórze to dziwna sprawa!
Za pierwszym razem jakoś nie rzucało mi się to w oczy tak strasznie, jak w zeszłym roku.
Cała promenada w Sutomore, gdzie nocujemy, obsiana jest dyskotekami- na wolnym powietrzu, jedna przy drugiej, zorganizowane na zasadach naszych „ogródków piwnych”, tak bym to nazwała. „Dyskoteki” oddzielone są od siebie prowizorycznymi ścianami, ale dźwięk się nie miesza, będąc w środku. Na zewnątrz mamy za to kakofonię masakrycznie głośnej muzyki, ale ja bardzo lubię ten klimat nocnej promenady :)
W dzień w takiej „dyskotece” można w ciszy usiąść i coś przekąsić lub się napić, bo za dnia jest barem lub kawiarnią z normalnymi stolikami i fotelami. W nocy o ciszy tam nie ma mowy (dziwi mnie zawsze, jak niektórzy mogą się decydować na nocleg tuż nad promenadą!). Jest tak głośno, że pogadać się za bardzo nie da. I tu zonk- potańczyć też się nie da! Nie ma tu tzw. parkietu, tym samym miejsca do tańczenia. Wysokie stoliki barowe są ustawione tak ciasno, że po prostu stoi się przy nich, sączy alkohol i lekko podryguje, człowiek przy człowieku. Siąść też nie ma gdzie, bo nie ma stołków- w końcu po co siadać, skoro weszliśmy do dyskoteki? :D Bardzo specyficzne rozwiązanie, moim okiem bardziej nastawione na zyski ze sprzedawanego alkoholu i podryw, niż typową zabawę. Gdy zapytałam kolegów Serbów, czy u nich tak właśnie wygląda dyskoteka, chórem odpowiedzieli, że nie, bo u nich się normalnie tańczy!
Tutaj, żeby sobie iść potańczyć, trzeba iść do "zwykłej" dyskoteki czyli zamkniętego, typowego lokalu z biletem wstępu. Bilet można dostać od kelnera w którejś z tych „otwartych” dyskotek lub od hostess, których pełno na promenadzie. My mieliśmy wejściówki od kelnera, ale nie wiem czy to norma, czy trzeba mieć odpowiednio wysoki rachunek, lub być stałym klientem. Nie mam pojęcia, jak to się działo. Imprezowaliśmy z Serbami, może to dzięki nim :)
Piękne i skąpo odziane hostessy nocą na promenadzie zagadują i zapraszają na trunki do „swoich” klubów, przez 7 dni w tygodniu (do końca sierpnia, we wrześniu już jest po sezonie, ceny spadają nawet o połowę, ale i połowa mniej atrakcji). Tutaj brutalna rzeczywistość- hostessy zagadują i zapraszają do środka, dają karteczki- kupony i zaproszenia, ale przeważnie tylko przystojniakom i ładnym dziewczynom :)

Jest jeszcze jedna, ważna (szczególnie dla kobiet!) kwestia. Imprezy tutaj, mimo że przy plaży, nie są miejscem na stroje plażowe! Przeżyłam szok w pierwszy wieczór idąc ot tak sobie na spacer z myślą, że wejdziemy do któregoś lokalu. Najzwyczajniej w świecie tak nie pasowałam do towarzystwa, że odpuściłam tego dnia i musiałam naprędce kombinować wyjściową kieckę! :D Tak tak, upał, luz, plaża, morze... a tam wieczorem laski ubrane w niemalże wieczorowe kreacje, szpilki i kopertówki! :D Faceci są ubrani normalnie, czyli koszulka i spodenki (nie plażowe!) lub spodnie, ale dziewczyny ogarnia tam modowy szał i oczywiście, że można wyjść w spodenkach i topie, ale na pewno będzie się wybijało z tego towarzystwa wyglądem. Ja szpilki zawsze mam ze sobą więc i do Czarnogóry jedne upchnęłam w bagażniku, ale nie spodziewałam się, że będą niezbędne!


Koniec imprez, teraz wino ;)
Win pełno, najsłynniejszy i najpopularniejszy jest ich Vranac. Są różne, kapslowane, korkowane- w zależności od rocznika i co za tym idzie- ceny. Pijemy je na miejscu i nawet przywozimy trochę butelek do domu, dla siebie i kilka na prezenty, jeśli mieszczą nam się w aucie (mamy bardzo bardzo mały bagażnik, wypełniony po brzegi!). Wina można kupować i w sklepach, i na targowiskach od lokalnych handlarzy trunkami. Ba, można nawet skosztować przed zakupem! Ceny różne, są wina już za 1,70 euro, i warto podkreślić, że nie są one traktowane jak w Polsce jakieś jabole! Nie byłabym sobą, gdybym i takowego nie spróbowała. Czerwone było niedobre, bardzo cierpkie, a ja lubię słodycz w winie, za to białe było całkiem całkiem i nawet takie jedno zakapslowane przywiozłam do domu. Co kto lubi. Można potestować, bo ceny na to pozwalają, by wybrać swoje ulubione. Górnej granicy cenowej nie pamiętam :)


Jak już zaczęłam o lokalnych handlarzach i możliwości degustacji, płynnie mogę przejść do rakiji. W sklepach rakije są, ale na pewno nie takie, jak robią je Czarnogórcy dla siebie. Te, które możemy kupić u handlarza na targu, to jest coś pomiędzy. Prawdziwa rakija jest bardzo mocna! :D Mieliśmy okazję skosztować takiej u naszego gospodarza- mam wrażenie, że miała z 80% .
Poznaliśmy swego czasu na plaży podczas snurkowania Polaka, który przyleciał do Czarnogóry samolotem i wybrał się z nami autem na wycieczkę do Baru, na ruiny starego miasta. Po powrocie wszyscy usiedliśmy przed naszym pensjonatem i gospodarz poczęstował nas własną rakiją. Owy rodak, jak to Polak, chciał pokazać jaki to jest mocny w piciu  wysokoprocentowych trunków. Miejscowi popatrzyli z politowaniem, że chyba przecenia swoje możliwości, ale on ostro wychylił cały kielon rakiji..... W pierwszej chwili zrobił się biało- popielaty, później oblał się potem i zrobił się na dłuższą chwilę czerwony, ledwo łapiąc oddech ;)
Skusiliśmy się także na degustację na targu. Miła pani nalewała wszystkim do nakrętki, można było skosztować wszystkie dostępne smaki, a potem zakupić (lub nie). Trochę to obrzydliwe, pić po obcych ludziach, no ale uznaliśmy, że taki alkohol wypali wszystko, co ma wypalić i nabyliśmy litrową butlę rakiji pigwowej w cenie (jeśli dobrze pamiętam) 12 euro. Nie wiem, czy to tanio, czy nie, bo nie pytałam u innych sprzedawców.  Mamy jej część jeszcze w szafce do dziś, a kupiona została w sierpniu 2012! Zaopatrzyliśmy się też w przepyszny likier, na którego dnie pływały owoce, niestety zniknął po dwóch miesiącach oszczędnego podpijania... Kosztował 15 euro, bez targowania itd. Ogólnie nie zauważyłam w Czarnogórze żadnych możliwości zbijania z cen, jak to jest np. w Egipcie.  
Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore

"Pamiątki" z pierwszego pobytu w Czarnogórze w 2012. 

Prawdziwej rakiji nie wolno wywieźć z Czarnogóry. Na granicy celnicy nawet pytają, czy posiada się jakieś papierosy i rakiję. My mieliśmy ją upchniętą między ubraniami i wtedy akurat celnik nawet nam auta nie sprawdził, a poza samą rakiją mieliśmy na pewno przekroczone normy wywozu alkoholu. W ubiegłym roku byliśmy już dużo mniejszym autem i rakija po pierwsze by się nie zmieściła, a po drugie nie przepadamy za aż tak mocnymi trunkami, więc po co kupować kolejną, skoro jeszcze coś tam w domu stoi. Poza tym celnik na granicy  z Węgrami sprawdził nam dość dokładnie auto, więc możliwe, że skończyłoby się konfiskatą. Dziwne, że aż tak nas przetrzepali- na oko widać, że w naszym autku ledwo mieszczą się bagaże... Nawet nas ostukał po karoserii. Dlatego zawsze trzeba się liczyć albo ze stratą nadmiaru alkoholu, albo z koniecznością spożytkowania go na miejscu pod okiem celnika, w całości ;)

Ogólnie- moim zdaniem będąc na Bałkanach nie ma sensu kupować alkoholi znanych z Polski. Warto sprawdzić, co mają do zaoferowania miejscowi i poznać ich gusta i smaki, a także... dać im trochę zarobić :) 
Nie ma sensu też przesadzać z ich ilością, bo jest zbyt dużo pięknych miejsc, by musieć rezygnować z wycieczek samochodowych wskutek imprezy z poprzedniego dnia! :)

Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore


Piękno kanionu rzeki Pivy: turkus rzeki + wszechobecne tunele wykute w skałach.

środa, 25 czerwca 2014

Najpiękniejsze jezioro, jakie widziałam! Jezioro Szkoderskie. Atrakcje Czarnogóry



Jezioro Szkoderskie / Skadarsko Jezero





Jak dla mnie wycieczka nad Jezioro Szkoderskie to absolutny must have! Po tej wyciecze już każde jezioro będzie tylko zwykłym.. jeziorem :)
Trochę suchych danych: Jezioro Szkoderskie jest największym jeziorem na Bałkanach. 2/3 jeziora jego powierzchni znajduje się na terenie Czarnogóry, a 1/3 w Albanii. Jezioro ma powierzchnię „bliżej nieokreśloną”, gdyż po prostu jest ona zmienna, ale przyjmuje się, że jest to ok. 360-550 km2. Żyją tu pelikany, kormorany, wiele gatunków kaczek i tysiące innych ptaków. Część jeziora tworzy Nacionalni Park Skadarsko jezero. Wody zamieszkują z kolei węgorze i łososie. 
 



My nocujemy na południu Czarnogóry (Sutomore), więc nad jezioro mamy blisko- do miejscowości Virpazar zaledwie 16 km. Grzechem byłoby nie jechać! :) 
 Droga od miejscowości Virpazar wzdłuż jeziora. 

Przejeżdżamy tunelem Sozina (2,5 euro taka przyjemność kosztuje) i prostą główną drogą dojeżdżamy do znaku Virpazar. Już z ulicy widać jezioro, po obydwu stronach drogi mamy piękne tereny pokryte wodą i przecudna roślinnością. Z głównej drogi skręcamy w prawo w okolicach mostku, mijamy sklepy (w tym Voli, w którym robimy zawsze największe zakupy) i ruszamy drogą wzdłuż jeziora. 

Wąskimi, krętymi uliczkami, na których czasem trzeba się zatrzymać i trochę wycofać, by minąć się z samochodem jadącym z naprzeciwka. Droga jest bardzo rzadko uczęszczana, można spotkać albo nielicznych miejscowych, dojeżdżających do domów nad jeziorem, albo turystów z mapami, szukających dogodnych zjazdów nad samą wodę. Byliśmy tam kilka godzin i łącznie spotkaliśmy może z 10 samochodów na drodze. Jeśli nie chcemy jechać „mniej turystyczną” trasą, którą my uwielbiamy, wystarczy zaparkować w okolicy mostu przy drodze i tam wybrać się w rejs, statków i łódek jest pełno. Nas interesują trochę inne okolice :) 

Gdy zajechaliśmy do Virpazaru, zaczęło lać. Na szczęście nie zrealizowaliśmy głupiego pomysłu, by wracać! Po 20 minutach ulewa minęła, a po chwili zniknął i lekki deszczyk, więc powrót do domu pozbawiłby nas wycieczki w jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakich byłam. 



Przy drodze można zaopatrzyć się w wino u lokalnych sprzedawców, ale ich ceny nie zaliczyłabym do korzystnej- chyba że akurat trafiliśmy na drożyznę, bo zatrzymaliśmy się tylko przy jednym ze stoisk. My w wino zaopatrywaliśmy się raczej w sklepach, gdzie ich ceny rozpoczynają się już od 1,50 euro (za białą Smederevkę z kapslem, na którą oczywiście skusiłam się z czystej ciekawości i jak dla mnie było to ciekawym doświadczeniem) wzwyż. Naprawdę smacznego Vranaca można tam kupić za 4 euro.




Jezioro Szkoderskie zrobiło na nas takie wrażenie, że nie możemy go porównać z żadnym innym. Mało tego, w tym roku byliśmy pierwszy raz wreszcie na Mazurach, ale niestety spotkało nas rozczarowanie! (to tylko nasza opinia, bez urazy). 
Im dalej jadąc w stronę Albanii, tym bardziej Szkoder przypomina nam morze, piękne, ciepłe i turkusowe. Tuż za Virpazarem mijamy rzekę, gdzie można wsiąść w łódkę i wybrać się na rejs. Już tam, na rzece, jest pięknie.... 

Wakacje w Czarnogórze
 Takie piękne widoki witają nas tuż po zjechaniu z głównej drogi. 

Na początku trasy widzimy jezioro pokryte zielenią. Turkusowe wody wyglądają, jakby ktoś przykrył je zielonym dywanem. Żadne zdjęcia nie oddają uroku tego miejsca, potęgi zieleni, spokoju i śpiewu ptaków. Jadąc dalej jezioro przestaje być zielone, staje się pięknie turkusowe. 
 



Po drodze spotkamy kilka kompleksów kościelno- klasztornych, m.in. na wyspie Beska. Na jeziorze z brzegu widać kilka pięknych wysepek. Zjeżdżając samochodem nad samą wodę można wybrać się na wycieczkę- sympatyczni miejscowi chętnie zabiorą nas w starych i klimatycznych łódeczkach na rejs wokół wyspy lub na wyspę, by zobaczyć cerkiew. 
 

My zaparkowaliśmy gdzieś między domami, starymi, z kamienia, o niepowtarzalnym uroku, idealnie wpasowanymi w klimat jeziora. 
Plaży tam nie było, ale udało mi się przejść obok czyjegoś podwórka (pusty budynek, chyba jakaś mała przystań), ominąć mały płotek i usiąść na starym murze.... Było pięknie! Chyba nikt nie miał mi za złe tego wtargnięcia, gdyż sympatyczny dziadek z sąsiedztwa pomachał do mnie i odpowiedział na moje „dzień dobry”. Po chwili przypłynął łodzią (motorową) młody chłopak, który przywiózł do niego złowione ryby. 

Wakacje w Czarnogórze

 Takie miałam widoki siedząc na murku  między domami.... 

 

Po drodze mijaliśmy starsze małżeństwo. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by podziwiać widoki, więc mijali nas drugi raz. Po serbsku, którego nie znamy, zapytali nas, skąd jesteśmy. Pan wiedział, gdzie jest Polska, pamiętał czasy wojny- zresztą znał niemiecki jak się okazało. Bardzo sympatyczni ludzie.

Wakacje w Czarnogórze

 Turkus wody, zieleń, śpiew ptaków, spokój... 

W tym roku znowu odwiedzimy to miejsce, ale ruszymy z samego rana i wrócimy późnym wieczorem. Pojeździmy po okolicy, wybierzemy się w mały rejs  (ale nie wycieczkowcem, a małą, starą łódką z miejscowym człowiekiem), pojedziemy na plażę i zrobimy sobie piknik wśród śpiewu ptaków.  WARTO <3

Te zdjęcia powinny być dowodem na to, że do Czarnogóry trzeba jechać samochodem. Bez niego w takie miejsca nie ma możliwości  dotrzeć. 

Wakacje w Czarnogórze
Droga w rejonie jeziora.