Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą droga. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2015

Dubrovnik- Chorwacja: wycieczka sierpień 2015

Jeden z dni w naszej ukochanej Czarnogórze postanowilismy poświęcić na wycieczkę do Dubrovnika. 
Chciałam napisać "pobliskiego" Dubrovnika, ale nie jest on taki bliski, jak nam nawigacja wskazuje :D
 Upalne lato i gorące mury nie są idealnym polączeniem, dlatego wstaliśmy koło 6, by być jeszcze przed największymi upałami w Dubrovniku. Trasa niedaleka, koło 112 km, wg nawigacji 2 godz 36 min- hahhahhah. Niewykonalne :D Startowaliśmy z Petrovaca, przez Bokę Kotorską, korzystając z promu (4,5 euro w jedną stronę). Na jedenastą byliśmy na miejscu. 
Zastaliśmy ogromny upał i piękne mury widoczne z daleka- znane nam dotychczas głównie z serialu "Gra o tron" :)


Nie szukaliśmy parkingu, bo nastawialiśmy się od razu na podziemny parking niedaleko murów, którego nie sposób przeoczyć- znaki informujące o parkingu z zadaszeniem pojawiają się już na głownej drodze. Zależało nam, by auto nadawało się do jazdy po zwiedzaniu starego miasta, a nie było nagrzaną puszką do której nie chce się wsiadać. Nie mogę teraz znaleźć rachunku z parkingu, ale po operacjach na koncie mniemam, że kosztował 30 HRK za godzinę- czyli ok. 17 zł. Do przejścia pieszo z niego na stare miasto prowadzi prosta droga, ok. 10 minut spacerem.  Na parkingu można skorzystać z toalet- za 80 centów nawet nie ma lusterka! :D 



Stare miasto robi wrażenie. Z daleka widać jednakowe, pomarańczowe dachówki, które pięknie komponują się z kolorem Adriatyku. 


Upał niemiłosierny, ludzi nie było jakoś specjalnie dużo. Ze kraników można sobie nabrać wodę nadającą się do picia lub schłodzenia, z czego kazdy chętnie korzystał. 


Wszędzie pełno Japończyków. Poznamy ich niekoniecznie po charakterystycznych rysach- z daleka rzucają się w oczy robiąc zdjęcia wszystkiego, najlepiej ze sobą na pierwszym tle- za pomocą selfiesticka... Widok komóry na kiju już zawsze będzie mi sie kojarzył z Japończykami :D 
Najgorzej było na górze Srd, na którą udaliśmy się po zakończeniu wizyty na starym mieście. Tam Japończycy opanowali taras... Jedni kończyli robić foty, inni dopiero przychodzili- a że miejsce było idealne do robienia sobie zdjęć z przepiękną panoramą Dubrovnika w tle i większość zwiedzających chciała je mieć, to chyba na każdym z posiadanym jest jakiś pozujący obok nas obywatel Japonii. W różnych pozach, bo to nie było "ot takie zrobienie zdjęcia". To były całe sesje! Prawa nóżka zgięta, lewa, palce w literę V, tylko palce prawej ręki w literę V.... i tak 5 minut każdy. 



Góra Srd nie jest taka straszna, jak o niej niektórzy kierowcy opowiadają. Tutaj widok z satelity dzięki google maps:


 Asfalt bardzo dobry, trochę wąsko- ale balkańscy kierowcy są uprzejmi z zasady i przepuszczanie się nie stanowi żadnego problemu. My osobiście liczyliśmy na coś bardziej strasznego ;)






Widok z góry piękny! 

Samochód można bezpiecznie zostawić na darmowym parkingu. Podziwiać panoramę Dubrovnika można z tarasów widokowych. Można także zjeść coś pysznego lub wypić mrożoną kawę rozkoszując się tym widokiem :) 

Kolejka do kolejki jest spora. Nie staliśmy- na górę chcieliśmy wjechać autem to raz, a dwa- niby podróż jest szybka, ale w wagonikach nie ma klimy ;)



Czy warto jechać? 
Warto! 

Ale trzeba przygotować się na drożyznę w porównaniu z innymi miastami Chorwacji i z Czarnogórą.


środa, 3 czerwca 2015

Widokowe drogi w Czarnogórze - gdzie wybrać się autem

Coraz więcej osób wybiera się do Czarnogóry samochodem- i bardzo dobrze! Tylko jeżdząc autem będziemy w stanie zobaczyć to, co tak naprawdę Czarnogóra ma do zaoferowania. Moim zdaniem ;)

Skąd bierzemy pomysły na trasy? Czasami ot tak po prostu, z google maps! :)

Im bardziej zakręcona droga, tym ciekawsza ;) 
Już pierwszy raz jadąc do Czarnogóry wiedzieliśmy, że droga, którą planujemy jechać, jest zdecydowanie dłuższa od "polecanych", ale za to gwarantuje nieporównywalne widoki.  I tak już zostało- jeździmy nią za każdym razem. Mowa oczywiście o drodze przez Bośnię, która pozwala wjechać do Czarnogóry przez przejście Scepan Polje i przejechać przez przepiękny kanion Pivy, który zapiera dech w piersiach niedługo po przekroczeniu granicy (i przed granicą jest bardzo ciekawie, ale lepiej, by prowadził dobry kierowca ;) ).




Kanion Pivy i Jezioro Pivsko zauroczą każdego turkusowym kolorem wody. Trasa w znakomitej większości wiedzie wzdłuż tafli wody, do tego przejeżdża się przez bardzo dużą ilość tuneli- efekt piorunujący :)  



Czarnogóra 2015 samochodem wakacje



Do Zatoki Kotorskiej można trafić na kilka sposobów. Wzdłuż wybrzeża- piękną drogą, oczywiście... Ale można także dotrzeć tam drogą równie ciekawą, ale zdecydowanie bardziej krętą. 

Na żywo zakręty są jeszcze bardziej ciekawe, niż wydają się na google. Wspaniale widać zatokę, a zakręty w dodatku są numerowane :D 
Jechaliśmy tą drogą wracając z przepięknego Parku Lovcen.
Czarnogóra 2015 samochodem wakacje


Czarnogóra 2015 samochodem wakacje



Droga wzdłuż samej zatoki prowadzi tuż nad wodą. Dla urozmaicenia można wybrać się także na rejs promem samochodowym. Zyskuje się czas, ale traci się trochę kilometrów zakrętów :)

W każdej chwili możemy zatrzymać się i wskoczyć do wody :)
Czarnogóra 2015 samochodem wakacje


Ogólnie... praktycznie cała droga wzdłuż wybrzeża jest piękna i kręta. 

Na poniższym zdjęciu widać zarówno przebieg tunelu Sozina (prosta "żółta" droga), jak i alternatywna stara droga- tutaj tego nie widać,  ale także jest mocno wymagająca. Widoki  są nieziemskie, ale trasa jest kręta, czasem nie ma żadnych barierek, a niejeden lubi sobie depnąć w tym rejonie ;) 


Nie bez powodu zaliczamy zawsze podczas pobytu w Czarnogórze sporo wizyt na stacjach paliw :) Ale dla tych widoków- waaaarto! 
Czarnogóra 2015 samochodem wakacje



Wyjazd nad Jezioro Szkoderskie także nie powinien zakończyć się na Virpazarze i standardowym rejsie statkiem. Najciekawsze znajduje się trochę dalej :) Mijamy Virpazar i kierujemy się wzdłuż jeziora, wąskimi, malowniczymi uliczkami, raczej nie uczęszczanymi przez turystów- na szczęście, bo jest wąsko. 


Można tu spotkać na drodze mnóstwo zwierząt- osły, kozy, owce, konie, żółwie. Można kupić u przydrożnych sprzedawców wino, rakiję lub owoce. 
LoveMontenegro.blogspot.com

Warto udać się także w rejony domów mieszkańców okolicznych miejscowości, tam można uciąć sobie miłą pogawędkę z Czarnogórcami. 

Czarnogóra 2015 samochodem wakacje
Można trafić też na przepiękne plaże, na których przy odrobinie szczęścia- nie będzie nikogo innego :) 

Czarnogóra 2015 samochodem wakacje


W jedną z wycieczek nad jezioro postanowiliśmy udać się inną trasą. Była to stara, prawie prze nikogo nie używana droga. Minęły nas może trzy samochody- dostawczaki, których kierowcy zerkali na nas ze zdziwieniem. 

Droga wiedzie wśród skał i zieleni. 
Czarnogóra 2015 samochodem wakacje

Bywało, że dziury trzeba było omijać, ale nie było za bardzo jak, w jednym momencie asfalt w ogóle był urwany, ale mogę polecić tą trasę jako ciekawostkę- tylko nie dla posiadaczy bardzo niskiego auta ;) Droga wiedzie od Baru w stronę Virpazaru, na pewno odradzam wybór tego waruantu po zachodzie słońca! 


Czarnogóra 2015 samochodem wakacje


To tylko niewielki kawałek piękna Czarnogóry, która wciąga nas z każdym przejechanym kilometrem bardziej :) 

Czarnogóra 2015 samochodem wakacje




wtorek, 31 marca 2015

Filmik z drogi- dojazd do Czarnogóry przez Bośnię


Witam :)


Film wrzuciłam na yt już jakiś czas temu, ale nie wiem jakim sposobem, zapomniałam umieścić go także tutaj. 

Film nakręciliśmy w sierpniu 2014 r., jadąc na kolejny 3tygodniowy urlop w tym pięknym kraju. 
W niecałych siedmiu minutach filmu ukazane są drogi (czasem bardzo wąskie i wyboiste, a czasem płaskie i szerokie, zawstydzające nasze polskie autostrady), którymi poruszamy się do samej granicy bośniacko- czarnogórskiej. Im bliżej Czarnogóry, tym piękniej. Zachęcam do obejrzenia całości, gdyż mniej więcej w połowie dopiero zaczynają się widoki, dla których warto zwiedzić Bałkany samochodem :)


Wkrótce zmontuję kolejne filmiki, bo materiałów do wyboru mam (delikatnie mówiąc) sporo ;)


Mam nadzieję, że zachęciłam kogoś z oglądających do odwiedzin przepięknej Czarnogóry :)

Pozdrawiam 

niedziela, 26 października 2014

Ceny i noclegi w Czarnogórze... słów jeszcze kilka.

Witam :)

Dostaję stale sporo pytań, jakie są ceny w Czarnogórze, czy coś się zmieniło w te kwestii- głównie chodzi o ceny noclegów, ale także wyżywienia i atrakcji. Odnoszę się głównie do Sutomore, gdyż tam spędzałam większość czasu i tam nocowaliśmy, ale w większych kurortach i w rejonie Zatoki Kotorskiej jest drożej. W marketach (sieciówkach) ceny są raczej zbliżone. 


My zaczęliśmy jeździć do Czarnogóry nie dlatego, że słyszeliśmy, że jest tanio. Pokochaliśmy ten kraj, bo jest piękny. A że nie jest w nim szczególnie drogo, to był to miły (dla portfela) dodatek do wakacji. Jesienią 2011 roku rozmawialiśmy z naszym bardzo dobrym kolegą o jakimś ciekawym kraju na wakacje. Zaproponował nam właśnie Czarnogórę, w której był parę lat wcześniej (o ile pamiętam, koło roku 2004). Czarnogóra 2004 a Czarnogóra 2014 to naprawdę spora różnica, ale wystarczyło obejrzeć zdjęcia i wiedzieliśmy, że będzie to nasz kierunek na kolejny wakacyjny wyjazd. 

Powiem tak- tanio to już było. 


Oczywiście- jeśli popatrzymy na ceny wakacji np. na Dominikanie (chciałam podać coś "średniego", ani Egipt, ani Barbados) z biurem podróży, a później znajdziemy wycieczkę do Czarnogóry do jakiegoś taniego hotelu- możemy znaleźć nawet oferty, gdzie cena różni się o jedno zero. Kwestia jest zasadnicza- gdzie chcemy mieszkać, co chcemy robić i ile (minimalnie) mamy do wydania ;)

Zacznijmy od cen noclegów.

Jeśli słyszymy od kogoś, że mieszkał w dwuosobowym pokoju w środku lata za np. 8 euro/osoby, to naprawdę- szanse na to, że miał ładny, czysty pokój z klimatyzacją i blisko morza są bliskie zeru. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, ale wydaje mi się, że musiał mieć nieziemskiego farta ;)
Najniższe ceny to oczywiście ceny w zwykłych pensjonatach czy domach z pokojami do wynajęcia. Ale ww. cena 8 euro w dobrej lokalizacji dobrych warunkach moim zdaniem jest nie do znalezienia. Podkreślam, że my wynajmujemy pokój dla dwóch dorosłych osób. Wiadomo, że w pokoju wieloosobowym może być taniej, niż w dwójce, która zazwyczaj wychodzi najdrożej. Może gdy jest pokój rodzinny, tzn. 2 dorosłych + dwoje dzieci, średnia z tego może wyjść 8 euro na głowę... Może...


Wakacje w Czarnogórze samochodem Czarnogóra lato
Widok z naszego tarasu. <3

Przyjęłabym do kalkulacji w takim zwykłym domu z pokojami do wynajęcia cenę 20 euro za osobę. Na południu kraju jest taniej, w stronę granicy z Chorwacją drożej. W Budvie może być także normą 60 euro. 
Pamiętajmy, że cena 20 euro jest niczym szczególnym także jadąc nad polskie morze w sezonie ;) (byliśmy w tym roku w Chałupach- cena lipiec/sierpień - 80 zł noc od osoby, połowa pokojów bez widoku na Zatokę!)

Noclegu w konkretnym miejscu polecić nie mogę. My byliśmy zadowoleni i z lokalizacji naszego domu, i z ceny, jaką udało nam się zawsze utargować, a dom znaleźliśmy przypadkiem jadąc w ciemno trzy lata temu. Więcej tam jednak nie pojedziemy. Głównie dlatego, że Sutomore niestety zmieniło swój charakter na przestrzeni tych trzech lat i będziemy szukać czegoś małego i spokojnego, o co niestety coraz trudniej. Po prostu chcemy już czegoś innego...
W tym roku wynajmowaliśmy pokój przeznaczony dla czterech osób (łoże małżeńskie + łózko piętrowe, na którym trzymaliśmy sprzęt do nurkowania :D ), z wielkim tarasem i widokiem na morze. Mieliśmy także do dyspozycji parking, co nie jest normą, bo w wielu przypadkach samochody gości stoją po prostu ulicy wzdłuż ogrodzenia domu. na ogół z włożonym pod kołem kamieniem, bo bywa stromo. 

Co w takich pokojach do wynajęcia jest dla Polaków normą i absolutnym standardem, dla mieszkańców krajów byłej Jugosławii bywa luksusem- nie zapominajmy, że oni skończyli wojnę stosunkowo niedawno. Dla ogromnej większości Serbów i Bośniaków fatalne skutki "prób pomocy międzynarodowej" są odczuwalne do dziś (i będą jeszcze przez parę lat), bo zyski z tej "pomocy" mają jedynie międzynarodowe korporacje. 
Zdarza się, że właściciele starszych pensjonatów nie inwestują w swoje nieruchomości, nie dokonują żadnych ulepszeń a nawet nie mają zamiaru naprawiać jakichś usterek - jedynie dokonują napraw= mini- fuszerek, sprawdzających się na krótki czas; Polacy może i będą zrzędzić, ale na ich miejsce znajdzie się kilku zadowolonych Serbów czy Bośniaków. Czasami oni nawet mają troszkę niższe ceny za te same pokoje- ja pisząc maila po angielsku z zapytaniem o cenę dostaję inną ofertę, niż kolega dzwoniący i dogadujący się po serbsku. 

Gdy chcemy jechać do hotelu, nie ma górnej granicy cenowej :) Rekordy bije tutaj oczywiście wysepka Sveti Stefan, gdzie możemy zapłacić kilkanaście tysięcy złotych za jeden nocleg, ale może zejdźmy na ziemię :D 

Nie będę polecała hoteli typu Korali/Niksic, którego widok już odstrasza, a opinie o nim są jeszcze gorsze- mimo to występuje on w ofertach polskich biur podroży i ludzie nabierają się na wakacje za 1500 zł. 

Nie jest to żadna reklama, po prostu jeden z hoteli, który znam. Prawie codziennie pływałam tuż obok niego. Mały, piękny, nowy budynek nad samym morzem w Sutomore. Nazywa się LoveLive. Ma niecałe dwa lata. Fajna lokalizacja. TUTAJ link do pierwszej oferty z netu. Ceny: lipiec i sierpień- ok. 500 zł za pokój za jedną noc. Pobyt 2 tyg (ze śniadaniami) kosztuje zatem ok 7 000 zł. Do tego dojazd (moim autem wychodzi 2,5 tys zł, ale to zależy ile chcemy tam jeździć i czym jedziemy) lub przylot, obiady i kolacje..... Plus wycieczki, imprezy.... łatwa kalkulacja. Tanio? :D 
Wakacje w Czarnogórze samochodem Czarnogóra lato
Widok z morza na hotel LoveLive. 

W Sutomore jest jeszcze jeden ładny hotel. Nowiuteńki, młodszy od rok od LoveLive- pierwsi goście byli tego lata. Link do oferty TUTAJ. Sea Fort, piękny hotel rosyjskiego inwestora, z parkingiem pod budynkiem. Cena latem- od 500 zł za noc. Gdy pokój z balkonem i widokiem na morze- drożej. Do plaży rzut beretem, ale głośno bo tuż nad promenadą, sklep i restauracja na dole- ja tej lokalizacji na pewno bym nie wybrała. 
Gdyby ktoś mnie zapytał o hotele w Sutomore, innych bym nie podała, bo nikogo bym do gorszych nie wysłała. Dla mnie widok na morze, klimatyzacja, parking i pokój o przyzwoitej powierzchni z internetem to standard i tyle. Co nie znaczy, że  wydałabym kilkanaście tysięcy na dwutygodniowy pobyt w którymś z ww. hoteli! :D 


Niektórzy głoszą teorie, że jak Czarnogóra, to będzie taniocha. 4 tys. zł za dwa tygodnie czy coś w tym stylu. Jeśli się pojedzie autem na gaz czy super oszczędnym dieslem (nie wiem, tysiąc z hakiem na paliwo?), znajdzie się nocleg za 8 euro (co daje za dwa tygodnie dla dwójki ok tysiąca zł) to zostaje jeszcze połowa planowanej kwoty na jedzenie i resztę. Da się zrobić? Jeśli odpuści się  "resztę", to tak.  

Dlatego wszystko jest kwestią naszego osobistego wyboru i odczuć. W całej Czarnogórze jest już tak szeroko rozbudowana baza noclegowa, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

  
Ceny jedzenia.  

Sklepy.
Długo nie będę się zastanawiać, czego ceny podać. Wezmę jakiś przywieziony rachunek z czarnogórskiego marketu. Wg rachunku zakupy robiłam w "Hard Disscount Lakovic", czyli w dużym hipermarkecie w Barze. Obok siebie znajdują się ten sklep i drugi, często spotykany w całym kraju hipermarket Voli. 
Ogólnie- sądzę, że biorąc pod uwagę całość dokonywanych zakupów, ceny są wyższe niż w Polsce. Wielokrotnie zastawiałam się, skąd miejscowych, mieszkających w miejscowościach oddalonych od wybrzeża, stać na zakupy za takie ceny. Rozumiem, że w pewnym stopniu mogą być samowystarczalni (mogą mieć krowy, kozy czy winnice), ale dla biedniejszych mieszkańców musi być bardzo drogo. Gdy pytałam  Serbów z pokoju obok- stwierdzili, że jest strasznie dla nich drogo. 
Najdroższe jest mięso, a warto przypomnieć, że mięsa do Czarnogóry wwieźć nie wolno. Warzywa i owoce są przepyszne.

Pomidory- 0,42 eur/kg
Arbuz- 0,40 eur/kg (w jeden dzień kosztował nawet 0,19/kg!)
Pierś z kurczaka-7,90 eur/kg (ponad 32 zł.... dwa razy drożej, niż u nas)
Tuńczyk w puszce- 0,70
Salami (12 plasterków)- 2,2
Cola 2 l- 1,19
Mała kawa Necsafe- 3
Masło- 2,80 
Margaryna (250 gram)- 0,99
Ciastka (pyszne, 12 sztuk)- 0,87
Ciastka inne 125 gram- 1,35
Chleb- 0,80
Chleb tostowy- 0,90
Napój 2 l niegazowany- 1,29
Woda mineralna niegazowana- 0,70
Rogaliki croisant- od 0,24 do 0,96, wszystkie ta sama waga
Boczek surowy- 9,90 eur/kg
Ser zółty- 12 eur/kg (a nie był to drogi ser, raczej zwykły...)
Mydło Dove kostka- 1,19
Frytki mrożone 2 kg- 2,99 
Olej mały- 1,20
Piwo lokalne w puszce- 0,99


Najdroższa była wołowina- chyba to była wołowina :D Nie kupowałam, więc nie mam na rachunku nazwy, by sprawdzić. Zdecydowanie taniej wychodziły ośmiornice :)


Fajna sprawa- wydaje się, że nie kantują, że coś jest "w promocji", przynajmniej w markecie Voli. W jeden dzień za colę zapłaciłam 1,49, na kolejnych zakupach 1,19- na rachunku były podane obydwie ceny, przed obniżką i aktualna. 

Jedzenie na promenadzie, w knajpkach i budkach.
Moim okiem, tańsze niż w polskich kurortach. Kebabów nie jadłam, ale ich ceny na promenadzie zaczynały się od 2 euro. Małe frytki czy kawałek pizzy- od 1 euro. Lody gałkowe (3 gałki, czasem 5 mniejszych lub więcej!)- 1 euro. Tacka usmażonych krewetek- 3 euro. Pieczona lub gotowana kolba kukurydzy- 1 lub 1,50. Cevapi- bułka z ich własnym, całkiem smacznym mięskiem, takie kiełbaski- od 4 euro. Pizza cała- od 4 euro średnia. 

Restauracje. 
Ciężko powiedzieć, bo restauracja restauracji nierówna :) Ceny podobne do polskich, może trochę droższe, ale jedzenie lepsze i wydaje mi się, że przyrządzone z większą starannością. gdy kelner usłyszy, że jesteśmy z Polski, z dużym prawdopodobieństwem opowie historyjkę o swojej byłej dziewczynie- Polce, najczęściej Monice z Krakowa :D

Paliwo 
W całym kraju ta sama cena. Nie trzeba polować na niższe ceny, bo są regulowane odgórnie. Fajna rzecz!
Prawie przez cały pobyt była cena (za 95kę) 1,37- pod koniec spadła na 1,35. Ropa- 1,27. Eko jest uważana za dobrą stację. Warto zauważyć- stacja czynna od 6 do 22!


Wakacje w Czarnogórze samochodem Czarnogóra lato
Ceny paliw w Czarnogórze.


Atrakcje
Leżaki na plaży- ceny różne. Czasami znajdziemy plaże, gdzie da się leżeć na własnym ręczniku czy macie, ale większa część wybrzeża to plaże urządzone, za których korzystanie musimy zapłacić. Za kilka euro otrzymujemy leżaki z parasolem, czasem jeszcze z małym stoliczkiem między nimi. Na takich plażach obsługa sprząta, zazwyczaj jest ratownik i jakiś bar. Oczywiście są także przebieralnie, natryski i toalety.

W Sutomore jest kilka takich plaż, jedna przy drugiej. Na każdej cały dzień muza gra tak, jak na dobrej dyskotece :) Jeśli ktoś chce w spokoju i ciszy powylegiwać się na mało uczęszczanej plaży, to musi się nagimnastykować i po prostu znaleźć gdzieś dalej mało uczęszczany fragment lub wsiąść w samochód i pojechać gdzieś indziej. W Sutomore ceny za taki zestaw leżakowy to ok 8 euro za dzień. Podkreślić jeszcze raz muszę, że sutomorskie plaże są mocno oblegane, zarówno na części z płatnymi leżakami, jak i na bezpłatnym fragmencie. 

Na Wielkiej Plaży w rejonie Ulcinj jest zdecydowanie mniej tłoczno, leżaki  są w większych odstępach i plaża jest szeroka, więc za pasami leżaków są zlokalizowane boiska do siatkówki plażowej i różne tego typu atrakcje. W oddali są parkingi. Plaż na wybrzeżu od Ulcinj do samej Albanii jest mnóstwo, każdy znajdzie coś fajnego, bardziej "imprezowegolub spokojniejszego. My bylismy na "Coco beach" i płaciliśmy  5 euro za leżaki. Trafił nawet się nam wolny w pierwszym brzegu od morza, ale pewnie dlatego, że tego dnia było dość wietrznie więc mało ludzi, bo morze było niespokojnie i ratownicy ostatecznie wywiesili czarne flagi, zakazujące kąpieli. 
W rejonie wyspy Sveti Stefan leżaki są kilkurtonie droższe. Jeśli ktoś chce zapłacić 50 euro, może liczyć na dostrzeżenie jakiejś gwiazdy Hollywood lub wypoczywającego miliardera :)

Wakacje w Czarnogórze samochodem Czarnogóra lato
Plaża piaszczysta za miejscowością Ulcinj. 

Parasailing- w Sutomore 30 euro, ale startuje się w średnio komfortowych warunkach, mianowicie z pozycji stojącej, na brzegu. Łódź zaczyna się rozpędzać, my musimy zacząć biec, co nie jest łatwe w wodzie, w dodatku z kamyczkami pod stopami. Jak już ma się pewność, że zaraz wywalimy się w tej wodzie, zaczyna się na szczęście podnoszenie. Zabawa jest bardzo krótka, trwa może 4 minuty całość, moim zdaniem bardziej ciekawe wydaje się to obserwując z brzegu, niż lecąc. Ląduje się do wody. 
W Budvie na każdej chyba łodzi startuje się z wygodnej pozycji siedzącej- z łodzi. Na łódź także się ląduje, więc nie ma się kontaktu z wodą (chyba że załoga uzna, że w ramach atrakcji nas zanurzy :D ). Jest drożej- od 40 euro, ale jest nawet opcja z nagraniem sobie lotu, bo do szelek dopięta jest kamerka gopro. Zastanawiam się teraz, czy nie pomyliłam cen- że w Sutomore kosztuje 40 euro, a w Budvie od 50. Niestety, nie mogę sobie tego przypomnieć.

Skutery- chyba wszędzie są drogie, w Polsce również. Za półgodzinne szaleństwo w wytyczonym rejonie (w tym szybki kurs obsługi, więc ok. 25 minut śmigania) dla dwóch osób (na dwóch skuterach) musimy zapłacić parę stówek- w Budvie wychodziło 120 euro. 

Taxi boat- z Sutomore do Plaży Królowej, dostępnej tylko z morza- 3,5 euro. Fajna sprawa. Płynie się o której się chce (wskazanych jest chyba 6 godzin wypłynięcia), wraca się po paru godzinach, także do wyboru. kursuje kilka małych łodzi, trzeba pilnować, którą się przypłynęło :)

Rejs kilkugodzinny z Sutomore do Budvy przez Petrovac i z dwugodzinnym opalaniem na Plaży królowej- 10 euro. WARTO!

Wycieczki autokarowe- dla osób bez samochodu to jedyna opcja, by zwiedzić kraj. Wiele miejsc do wyboru, o czym informują plakaty i wywieszki przed organizującymi wyjazdy biurami. Budva, Kotor, Monastyr Ostrog, spływ Tarą, objazdówka wzdłuż Zatoki, Jezioro Szkoderskie. Cen dokładnie nie pamiętam, bo nie korzystamy ze zorganizowanych wycieczek, ale od 20 euro wzwyż. Najdrożej chyba wychodził spływ Tarą- 65 euro od osoby, w tym dojazd, spływ i kolacja. 

Dla każdego coś miłego :)
Nadal uparcie twierdzę, że najlepiej jechać samochodem i zobaczyć wszystko we własnym tempie, wg własnego planu i upodobań. 

piątek, 12 września 2014

I po wakacjach.... Czarnogóra 2014, czyli jak było w Czarnogórze- samochodem :)

Było... minęło. Niestety! 
Nawet trzy tygodnie na miejscu wydaje się mało :( 

Podsumowując- było wspaniale! :)

Dzisiaj opiszę krótko moje wrażenia i główne spostrzeżenia z trasy. Zachęcam Czytelników do dzielenia się swoimi wrażeniami z tegorocznego pobytu w tym pięknym kraju :)


Jechaliśmy- jak co rok- przez Bośnię, aby móc wjechać do Czarnogóry przez przepiękny kanion rzeki Pivy. Tyle tylko, że w tym roku byliśmy tam już tak znużeni, że nie zatrzymywaliśmy się w nim co trzysta metrów by podziwiać widoki... No ale tak to już bywa- pierwszy raz jechaliśmy na dwa auta, ze znajomymi stale widocznymi w lusterku i "obecnymi" w naszym aucie przez cb radio. I jechaliśmy... blisko 30 godzin. Tak tak, około 1300 km w 30 godzin, rekord padł. Jadąc samemu ruszamy o wygodnej porze, nie musimy się szukać z nikim na trasie, znamy swoje tempo, wiemy, ile jeszcze damy radę jechać bez przerw, a gdy stajemy- to staramy się odpoczywać na maksa. Jadąc z kimś o ten komfort trudniej i najgorsze co można zrobić, to na postoju- zamiast położyć się spać- przegadać dwie godziny... Tak właśnie! Nie ma co uciąć sobie w środku nocy na Węgrzech trwającą dwie godziny pogawędkę o samochodach, a potem musieć siąść dalej za kółko, podczas gdy w drugim aucie rozmówca sobie idzie spać w busie! 
Ale dosyć narzekań... :D Jechaliśmy w tym roku przez Słowację, z pominięciem Czech. Błąd. Droga niby krótsza, ale trwa i trwa i trwa... Męczy duży ruch i beznadziejna jakość dróg w Polsce. Lepiej prosto na Cieszyn. 

Polska- Słowacja- Węgry- Chorwacja- Bośnia- Czarnogóra. 
Na Słowacji sporo policji na drogach, a że plotka głosi, że Polaków nie lubią, szaleć nie ma co. Oczywiście auto doposażone w specjalną apteczkę, nawet dodatkowy ustnik jest, w kamizelki odblaskowe w kabinie auta, nie w bagażniku. Omijamy płatne drogi, więc konieczności zakupu winiety nie ma, ale trzeba pilnować się dróg, by na płatną nie wpaść. Drogi fajne. I nie ma polskich wariatów drogowych i tego dziwnego uczucia dzikiego spędu i wyścigów spod świateł.Węgry mijamy nocą. Plan był stanąć na coś ciepłego do zjedzenia w Budapeszcie, jak co rok, ale mijamy Budapeszt bokiem i z żarełka nici. Tak samo jak na Słowacji, jedziemy darmowymi drogami. Są w porządku. Raz tylko pojawiła się znikąd jakaś dziwna wybrzuszona powierzchnia jezdni. Niewiele brakowało by urwać sobie coś od spodu. Wybrzuszenie było naprawdę spore. 

Za Mohacem jedziemy w stronę Chorwacji, która w tym rejonie nie prezentuje się atrakcyjnie. Na Osijek i dalej do Bośni. Pierwszy raz jesteśmy w Bośni, gdy jest całkowicie jasno. W paru miejscach widzimy, że powódź, o której dało się słyszeć w mediach wiosną, naprawdę musiała być sporych rozmiarów. Zniszczeń jako takich, zniszczonych domów czy dróg nie było widać, ale jadąc wzdłuż rzeki łatwo było dostrzec, że niedawno jej wody sięgały dużo dalej. Nie widzieliśmy także nigdy znaków ostrzegających o polach minowych, o których wielu Polaków mówi. Zresztą ostrzelanych domów itd także nie- pełno jest zniszczonych i opuszczonych (ślady wojny widzieliśmy rok temu w Sarajevie, w którym spędziliśmy trochę czasu po drodze). Za to gdy zatrzymaliśmy się na stacji by zatankować auto, zmuszeni byliśmy skorzystać z takowej toalety (tzw. tureckiej): 

Na tej stacji spotkaliśmy dwa auta Polaków, ale jakoś niespecjalnie mieli ochotę na pogawędki z rodakami. Dużo przyjaźniej nastawione były psiaki mieszkające na stacji :) Chyba tam mieszkały, bo zachowywały się jak u siebie, śpiąc smacznie na środku parkingu. Jeden z nich był najbardziej nastawiony na spotkania z turystami i ich posiłkami. Zbierał najsmaczniejsze kąski, podczas gdy kompani leżąc na asfalcie podnosili jedynie głowy licząc, że jedzonko samo do nich przyjdzie. Chyba że już tacy najedzeni byli. 



Po załatwieniu najpilniejszych potrzeb w tej "toalecie", napełnieniu żołądków (swoich i psich) ruszyliśmy dalej. 
Kraje byłej Jugosławii zawstydzają Polskę pod względem budowy dróg, Bośnia nie jest tutaj wyjątkiem. Pojechaliśmy płatną (5,5 KM, czyli ok 2,8 euro) bardzo fajną autostradą, na której było praktycznie pusto. Potem kierowaliśmy się na przejście Scepan Polje- Hum.  Już w Bośni zaczynają się piękne tereny, tunele i drogi przy ogromnych skałach. W jednym miejscu nawet skała odpadła od ściany i droga stała się nieprzejezdna- wyjeżdżony był kawałek wzdłuż asfaltu. Dobrze, że nie mamy niższego auta, bo byłoby to bardzo ciężkie. 
Kanion Pivy jak zawsze zachwyca i powoduje wzrost adrenaliny, co jest bardzo wskazane w tym rejonie- kierowca niech lepiej patrzy przed siebie, zamiast na piękno tamtejszej natury. Jest wąsko, jedzie się krętymi drogami i warto używać klaksonu dojeżdżając do ostrych zakrętów, czyli co chwilę. My używaliśmy, ale jadący naprzeciw, czyli w górę - nie za bardzo. Parę razy wyskoczył znienacka rozpędzony samochód lub nawet autokar! 
Czarnogóra 2014 lovemontenegro blog montenegro

Dwa auta się zmieszczą pod warunkiem, że jest kawałek "pobocza" (czyli nie ma skarpy) lub jedno z aut się cofnie do najbliższego takiego miejsca. Czasami jest tak, że cofamy się by przepuścić auto, ono przejeżdża, ruszamy, nadjeżdża kolejne, znowu cofamy, ruszamy, nadjeżdża kolejne, cofamy.... hahah i tak 6 aut :D
W tym roku trochę postaliśmy tam w korku! O tak, brzmi dziwnie, ale była spora kolejka spowodowana jakąś stłuczką. Piękna beemka (Mka!) na niemieckich blachach miała jakąś stłuczkę i policja zatrzymała ruch, leniwie kręcąc się wkoło zdarzenia i robiąc od niechcenia fotki. 
Spotkaliśmy też na tej wąskiej drodze... auto z przyczepą kempingową, które chyba miało spory problem- przyczepa z jednej strony wpadła do rowu. Kierowca podjął dość ryzykowny krok decydując się na przejazd tak wielkim sprzętem tamtędy. 
W tych rejonach także spotkaliśmy dwa auta Polaków w kabrioletach :) Serdecznie pozdrawiamy pasażerów tych bezdaszników, z którymi całkiem przyjemnie się przywitaliśmy! :))) (dlaczego wszyscy Polacy za granicą nie są tacy?).
Później przejazd przez wąski mostek...
samochodem na wakacje do czarnogóry
...i już jesteśmy w Czarnogórze :)

Przejście graniczne nie było mocno zatłoczone, stało kilka aut, ale upał taki, że nawet ten chwilowy przestój dawał w kość. Pod dachem nad budkami celników gniazda mają małe śliczne ptaszki, których podśpiewywań można posłuchać czekając na swoją kolejkę. Celnik szybko sprawdził paszporty i zieloną kartę, dał ulotkę o atrakcjach Czarnogóry i życzył udanych wakacji. 

Jesteśmy już w Czarnogórze, piękny kanion i jezioro Pivsko wzbudza zachwyt. Za nic w świecie nie chcialabym być w tym miejscu zmuszona do siedzenia za kółkiem! Głowa mi się kręci od podziwiania widoków :) 
blog o Czarnogórze wakacje samochodem trasy
Nie ma już ochów i achów co 30 sekund, jak to było za pierwszym razem w kanionie, ale takie piękne tereny są nie lada atrakcją nawet za setnym razem. Droga wiedzie między tunelami, wśród skał i wzdłuż turkusowej wody.
Wyjątkowym jest także przejazd przez most, który widać w oddali na poniższym zdjęciu:
Piękno pięknem, jechać dalej trzeba. W końcu w kanionie "traci się" naprawdę sporo czasu. Odcinek niby krótki, ale parę godzin z głowy, a na południe kraju drogi jeszcze kawał. Dalej na Niksic i stolicę- Podgoricę. Jeszcze przed Podgoricą złapał nas taki deszcz, że wycieraczki nie dawały rady. Nie było widać kompletnie nic, słychać tylko było bliskie grzmoty piorunów. Stanęliśmy tam na kwadrans się zdrzemnąć- ja po napoju energetycznym nie byłam w stanie zasnąć ani na minutę mimo zmęczenia, ale służyłam dzielnie za poduszkę :)
Burza i ulewa szybko na szczęście minęły, pojawiło się za to na niebie kilka tęcz. 
Czarnogóra 2014 sutomore wakacje samochodem ceny

Potem kierunek Sutomore, czyli przejazd tunelem Sozina i  jesteśmy na miejscu :) 

Mieliśmy całe trzy tygodnie pięknej pogody. Zawsze byliśmy tu od połowy sierpnia lub później, pierwszy raz doświadczyliśmy jeszcze wyższych temperatur niż zazwyczaj. Termometr w aucie wskazywał zazwyczaj ponad 40 stopni, zresztą wieczorem na tarasie było ponad 30 po 21szej, więc to mówi samo za siebie. Pod koniec drugiego tygodnia pobytu był jeden dzień, w którym była burza- trwała może kwadrans, ale była intensywna, jak to tam już bywa. Z tarasu obserwowaliśmy jak poruszał się piasek na dnie morza, tworząc jasne ruchome plamy na turkusowo- niebieskiej tafli. Po tej burzy upały lekko zelżały, i do końca pobytu było już pięknie i bez deszczu.

do Czarnogóry samochodem wakacje Montenegro

Taki widok z okna plus wizja trzytygodniowego pobytu...mmmmm, miło powspominać :)


Niestety nasz pobyt dobiegł po 3 tygodniach końca...

Wracaliśmy przez Serbię. 
Serbia jest pięknym krajem, a Serbowie bardzo fajnymi ludźmi. 
Szkoda, że wojna potoczyła się dla nich tak, jak się potoczyła... (dla zainteresowanych- mogę polecić kilkanaście tytułów, które opisują prawdziwe losy wojny na Bałkanach i rozpadu Jugosławii, zdecydowanie inne od tej papkowatej bredni powielanej bezmyślnie przez media). Mam nadzieję, że mimo stałych prób blokowania wszelkiego rozwoju tego kraju przez zachód, w końcu im się uda naprawdę wybić.  
LOVEMONTENEGRO Czarnogóra 2014

Tutaj także były piękne widoki i tunele. Przejazd przez Kanion Moracy jest bardzo widokowy. Ogromne masywy skalne, a z prawej strony  dole rzeka, momentami turkusowa. I ogrom tuneli.

Drogi w Serbii są normalne. Nie ma dziur, wyrw, Polacy mogliby się uczyć. 
Tutaj także widać ogromną liczbę opuszczonych domów...

Za Serbią- Węgry. Celnicy nawet nie spojrzeli nam do bagażnika, czego się obawiałam i z tego powodu zrezygnowałam z kupna jeszcze jednej butelki wina! ehhh Żałuję tego do dziś, taki ze mnie cykor :D Korka na granicy nie było żadnego, ale wiem, że jadąc na inne przejścia można było stać pół nocy. 
Pod granicą na drogach same auta na niemieckich numerach, ale tacy z nich Niemcy... Byli to głównie Turcy- co widać było po karnacji i muzułmańskich "kreacjach" kobiet. Spora grupa tych "Niemców" to Serbowie, którzy lata temu wyjechali za pracą, a w swoje rodzinne strony przyjeżdżają tylko na wakacje. 

Tym razem droga przez Węgry trochę nam się dłużyła. Drogi były dość kiepskie i wszędzie... smród! :D Niestety Węgry będą mi się teraz kojarzyły tylko z dziwnym językiem i smrodem. Nie wiem czym oni podlewają uprawy, ale ten fetor unosił się chyba z pól, które kilometrami ciągnęły się wzdłuż dróg.
Na Węgrzech zatrzymała nas policja! Za nic w świecie nie zorientowaliśmy się, że byliśmy w pewnym momencie w terenie zabudowanym, bo nic na to nie wskazywało- widocznie przeoczyliśmy znak, bo za granicą raczej jeździmy zgodnie z przepisami. Nawet jak nas zatrzymywali, uznaliśmy, że to rutynowa kontrola. Jednak nie. Za takie przekroczenie prędkości groziło nam 600 zł mandatu (sprawdziłam to w Polsce). Policjant od razu ostro stwierdził, że jest mandat, ale jakimś sposobem nas puścił. Uff! Potem jechaliśmy już wypatrując znaków, co niestety kończyło się niesamowicie powolną jazdą przez te śmierdzące miasteczka i nierówne drogi :P Nie podoba mi się ten kraj. Ani ten straszny język i nazwy miejscowości! :D 

Za Węgrami tylko Słowacja i Czechy. Wracając rok temu trafiliśmy na pokazy lotnicze i objazd, w tym roku na paradę samochodów zabytkowych. Nawet mieliśmy siłę się zatrzymać i je obejrzeć, jak już odjeżdżały. No a potem tylko Polska. Cieszyn, całkowicie inne zachowania kierowców, wyścigi i fotoradary. Zawsze powrót  przez Polskę podnosi mi ciśnienie- jest się wtedy najbardziej zmęczonym, tak blisko do domu, a wszędzie jakieś takie dziwne zachowania kierowców. Zgodnie z przepisami jechać się nie da, po prostu- wszyscy wkoło tną minimum stówę i jadąc przepisową 70ką jest się zawalidrogą stwarzającą zagrożenie. Mam nadzieję, że jakimś cudem kiedyś się nauczymy normalnej kultury jazdy....
Ale post nie o tym ;)
Polecam wszystkim wyjazd do Czarnogóry samochodem i zawsze będę stała na stanowisku, że lepszej opcji nie ma. 


Tyle o drogach. Następnym razem będzie coś innego. Może o tym, że "tanio to już było" :)


poniedziałek, 7 lipca 2014

Piękno Adriatyku w rejonach Czarnogóry

Dlaczego w Czarnogórze warto wybrać się w rejs?
Krótko i na temat. 
Dlatego:
Montenegro Czarnogóra samochodem
 Woda raz jest turkusowa, raz pięknie niebieska, raz wpadająca we wściekły kobalt.... Czasem się to wydaje aż niemożliwe, oglądając zdjęcia. Jednak tak tam jest, przepięknie! :) Żadne zdjęcia nie oddają pełnego uroku tych miejsc.


Czarnogóra samochodem urlop
 Kolor wody to jedno, a drugie to przepiękne skały. 
Ogromne masywy skalne widzimy zarówno przy brzegu, jak i wyrastające nagle na środku niebieskiej  tafli wody. Przy ogromnych ścianach skalnych przy brzegu czasami dostrzec można bardzo jasny piasek- maluteńkie plaże, dostępne tylko w wody. Mając swoją łódkę lub wynajęty skuter wodny (jedna i druga opcja dla osób z grubszym portfelem niestety)  można wybrać się na jedną z tych małych, rajskich plaż.... Wrażenia- niezapomniane!  
W niektórych miejscach widać, że "w głąb skały" da się wpłynąć- na przełomie tysięcy lat wytworzyły się małe jaskinie, kuszące śmiałków do wpłynięcia.
Czarnogóra samochodem

Jeśli dobrze będziemy się przyglądać skałom na wybrzeżu (lub jeśli znamy serbski i zareagujemy we właściwym momencie na słowa przewodnika- kapitana statku), możemy dostrzec wśród skał pozostałości wojen- charakterystyczne lufy armat lub rzadziej betonowe bunkry.


Takich widoków nie będziemy mieli z brzegu. Rejsów w Czarnogórze na pęczki. Całodniowe, krótkie- działające na zasadzie morskich taksówek, rejsy nocne do Budvy.... 
Rejsy nie są specjalnie drogie- za całodzienny  rejs od Sutomore, przez Petrovac i Budvę, gdzie były przystanki, na Kraljiciną plazę, gdzie można było wylegiwać się i pływać 3 godziny, płaciliśmy po 10 euro od osoby. Wycieczka, jeśli dobrze pamiętam,  rozpoczyna się o 8.30 i kończy o 17. Statek przepływa wzdłuż wybrzeża, zatem startuje w Barze, a potem zabiera turystów z dwóch miejsc w Sutomore. W każdej większej miejscowości znajdziemy plakaty, ogłoszenia i pilotów wycieczek, którzy przedstawią dostępne oferty rejsów. 
Można się wybrać także na krótki rejs, tzw. "podwózkę"- np. z Sutomore na piękną plażę królowej (w/w Kraljicina plaza), z Budvy na wysepkę Hawaii. 
Z Baru z kolei można wyruszyć w rejs do Włoch, jednak wtedy nie mamy już do czynienia z kilkugodzinną wycieczką małym stateczkiem, a prawdziwą wyprawą ogromnym promem, za zdecydowanie inne pieniądze. A czy warto? Nie wiem. Dla nas zdecydowanie nie. Czarnogóra jest tak piękna, że nawet kilkutygodniowy pobyt dla nas jest za krótki. W tym roku wybierzemy się do Albanii na jeden dzień....  ani godziny dłużej nie chcemy tracić piękna Czarnogóry z oczu :)


Wakacje w Czarnogórze 2014 Sutomore

wtorek, 1 lipca 2014

Alkohole, trunki i imprezy w Czarnogórze

Dzisiaj trochę o alkoholach, jakie dominują w Czarnogórze, a trochę o wieczornych imprezach, które czasem z alkoholem są powiązane ;)
Nie będę rozpisywać się o alkoholach znanych w większości krajów, popularnych, czyli dostępnych również i w Czarnogórze, a wyłącznie lokalnych trunkach. W Czarnogórze królują piwa, wina i rakije.
Idąc od najsłabszych....

Piwo! 

Odnośnie piw rozpocznę od ciekawostki piwnej.
Wiadomo, piwo ze szkła jest znacznie lepsze, niż puszkowe lub z plastikowych butelek. Ale aby takowe piwo w Czarnogórze kupić, jest to nie lada wyczyn. Dlaczego? Bo aby kupić pierwsze, trzeba mieć butelkę na wymianę! Tylko skąd ją wziąć? Nie pomoże tłumaczenie w sklepie, że zapłacimy tą kaucję, abo że zaraz oddamy butelkę. Nie i koniec. Albo jest butelka, albo nie ma browara :)

Nas problem ominął- właściciele naszego pensjonatu mają na parterze bar/restaurację, więc kupiliśmy sobie u nich bez żadnego problemu zimne piwka zaraz po przyjeździe i dokonaliśmy małego przywłaszczenia butelek ;) Tym samym startowy pakiet czterech pustych załatwił sprawę.
Może jest to jakaś metoda: zamawiać w lokalach piwo bez przelewania do szklanek, potem za pazuchę butelkę i w nogi hahaha nie próbowałam :)
Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore Blog podróżniczy
Zimne Niksicko zaserwowane tuż po wyjściu z samochodu, po 22 godzinnej podróży :) Zdjęcie z własnego instagrama.

W każdym sklepie jest pełno lokalnych piw (innych także). Butelkowe, puszkowe i w dużych, plastikowych butelkach, które wychodzi najtaniej. My nie gustujemy w „zwykłych” piwach (pijamy smakowe/ portery, dojrzewające itd.), ale raz- na wakacjach trzeba degustować lokalne marki, dwa- na upały nie trzeba nie wiadomo jakiego wybornego smaku dla samego ugaszenia pragnienia, więc piliśmy schłodzone Niksicko i było całkiem ok.
Niksicko jest piwem produkowanym w Niksicu. Jest kilka rodzajów, my pijamy zwykłe, ciemne, limonkowe i grejfrutowe (moje ulubione).
Serbowie, z którymi zaprzyjaźniliśmy się rok temu, uważają że Niksicko jest średnie i pili serbskie piwo Lev oraz Jelen, aczkolwiek sądzę, że ich opinia była podyktowana względami patriotycznymi, nie smakowymi ;)
Alkohole w Czarnogórze LOVE Montenegro
Czarnogórskie piwo Niksic. 

Ceny piwa lokalnego są trochę większe, niż piw popularnych w Polsce. Za jakieś Tyskie, Kasztelana czy inne „zwykłe” piwo płacimy poniżej 3 zł. Tam ceny zaczynają się od około 80 centów, więc ponad 3 zł. Taniej raczej nic nie znajdziemy, a i tak mówimy o piwach w puszcze. Z drugiej strony, ceny piw w sklepie są praktycznie takie same, jak na promenadzie, więc nie ma sensu obkupować się w markecie.
Na imprezach piw także mamy spory wybór (nie tylko piw! Najlepsze łiskacze, pyszne driny i shoty, na co kto ma ochotę).  Piwo lane- miejscowe, butelkowe- raczej „obce”. My w klubach pijaliśmy Tuborgi, duńskie o ile kojarzę. Małe butelki, dość drogie + napiwek, więc imprezy mogą wychodzić drogo ;) 
Zauważyłam także, że Serbowie, mimo iż są narodem raczej biednym, nie żałują na napiwki tak, jak Polacy, i jest to dla nich oczywista oczywistość, by z kelnerem w dyskotece pogadać i mu napiwek zostawić. Nie wiem, czy wszyscy tak robią, ale nasi współtowarzysze imprez właśnie tacy byli. O samych Serbach (którzy stanowią większość spośród odwiedzających Czarnogórę turystów) napiszę w odrębnym poście.

W Polsce za picie piwa na ulicy czy plaży można zarobić mandat, a i tak jest to nagminne. Jak jest w Czarnogórze- nie wiem. Chyba wolno je pić, skoro jest sprzedawane wzdłuż całej plaży? :)
My płynąc w rejs wycieczkowy na sąsiednią plażę, dostępną tylko od strony morza, kupowaliśmy na promenadzie z lodówki zimne piwa i zabieraliśmy je ze sobą, ale mówię tu o ilości jedno na głowę, a nie po 10 by się nawalić do słońca :D Raczej nie zaobserwowałam picia na plażach w dużych ilościach czy ostentacyjnie, tak jak to jest nad Bałtykiem.
Gdy głębiej się nad tym zastanawiam, to chyba nie widziałam żadnego człowieka idącego promenadą z browarem w ręce! Nie spotkałam tam także żadnej grupki podchmielonych osób po imprezie. Żadnych zaczepek późno w nocy, żadnych krzyków itd.

Ogólnie imprezy i dyskoteki w Czarnogórze to dziwna sprawa!
Za pierwszym razem jakoś nie rzucało mi się to w oczy tak strasznie, jak w zeszłym roku.
Cała promenada w Sutomore, gdzie nocujemy, obsiana jest dyskotekami- na wolnym powietrzu, jedna przy drugiej, zorganizowane na zasadach naszych „ogródków piwnych”, tak bym to nazwała. „Dyskoteki” oddzielone są od siebie prowizorycznymi ścianami, ale dźwięk się nie miesza, będąc w środku. Na zewnątrz mamy za to kakofonię masakrycznie głośnej muzyki, ale ja bardzo lubię ten klimat nocnej promenady :)
W dzień w takiej „dyskotece” można w ciszy usiąść i coś przekąsić lub się napić, bo za dnia jest barem lub kawiarnią z normalnymi stolikami i fotelami. W nocy o ciszy tam nie ma mowy (dziwi mnie zawsze, jak niektórzy mogą się decydować na nocleg tuż nad promenadą!). Jest tak głośno, że pogadać się za bardzo nie da. I tu zonk- potańczyć też się nie da! Nie ma tu tzw. parkietu, tym samym miejsca do tańczenia. Wysokie stoliki barowe są ustawione tak ciasno, że po prostu stoi się przy nich, sączy alkohol i lekko podryguje, człowiek przy człowieku. Siąść też nie ma gdzie, bo nie ma stołków- w końcu po co siadać, skoro weszliśmy do dyskoteki? :D Bardzo specyficzne rozwiązanie, moim okiem bardziej nastawione na zyski ze sprzedawanego alkoholu i podryw, niż typową zabawę. Gdy zapytałam kolegów Serbów, czy u nich tak właśnie wygląda dyskoteka, chórem odpowiedzieli, że nie, bo u nich się normalnie tańczy!
Tutaj, żeby sobie iść potańczyć, trzeba iść do "zwykłej" dyskoteki czyli zamkniętego, typowego lokalu z biletem wstępu. Bilet można dostać od kelnera w którejś z tych „otwartych” dyskotek lub od hostess, których pełno na promenadzie. My mieliśmy wejściówki od kelnera, ale nie wiem czy to norma, czy trzeba mieć odpowiednio wysoki rachunek, lub być stałym klientem. Nie mam pojęcia, jak to się działo. Imprezowaliśmy z Serbami, może to dzięki nim :)
Piękne i skąpo odziane hostessy nocą na promenadzie zagadują i zapraszają na trunki do „swoich” klubów, przez 7 dni w tygodniu (do końca sierpnia, we wrześniu już jest po sezonie, ceny spadają nawet o połowę, ale i połowa mniej atrakcji). Tutaj brutalna rzeczywistość- hostessy zagadują i zapraszają do środka, dają karteczki- kupony i zaproszenia, ale przeważnie tylko przystojniakom i ładnym dziewczynom :)

Jest jeszcze jedna, ważna (szczególnie dla kobiet!) kwestia. Imprezy tutaj, mimo że przy plaży, nie są miejscem na stroje plażowe! Przeżyłam szok w pierwszy wieczór idąc ot tak sobie na spacer z myślą, że wejdziemy do któregoś lokalu. Najzwyczajniej w świecie tak nie pasowałam do towarzystwa, że odpuściłam tego dnia i musiałam naprędce kombinować wyjściową kieckę! :D Tak tak, upał, luz, plaża, morze... a tam wieczorem laski ubrane w niemalże wieczorowe kreacje, szpilki i kopertówki! :D Faceci są ubrani normalnie, czyli koszulka i spodenki (nie plażowe!) lub spodnie, ale dziewczyny ogarnia tam modowy szał i oczywiście, że można wyjść w spodenkach i topie, ale na pewno będzie się wybijało z tego towarzystwa wyglądem. Ja szpilki zawsze mam ze sobą więc i do Czarnogóry jedne upchnęłam w bagażniku, ale nie spodziewałam się, że będą niezbędne!


Koniec imprez, teraz wino ;)
Win pełno, najsłynniejszy i najpopularniejszy jest ich Vranac. Są różne, kapslowane, korkowane- w zależności od rocznika i co za tym idzie- ceny. Pijemy je na miejscu i nawet przywozimy trochę butelek do domu, dla siebie i kilka na prezenty, jeśli mieszczą nam się w aucie (mamy bardzo bardzo mały bagażnik, wypełniony po brzegi!). Wina można kupować i w sklepach, i na targowiskach od lokalnych handlarzy trunkami. Ba, można nawet skosztować przed zakupem! Ceny różne, są wina już za 1,70 euro, i warto podkreślić, że nie są one traktowane jak w Polsce jakieś jabole! Nie byłabym sobą, gdybym i takowego nie spróbowała. Czerwone było niedobre, bardzo cierpkie, a ja lubię słodycz w winie, za to białe było całkiem całkiem i nawet takie jedno zakapslowane przywiozłam do domu. Co kto lubi. Można potestować, bo ceny na to pozwalają, by wybrać swoje ulubione. Górnej granicy cenowej nie pamiętam :)


Jak już zaczęłam o lokalnych handlarzach i możliwości degustacji, płynnie mogę przejść do rakiji. W sklepach rakije są, ale na pewno nie takie, jak robią je Czarnogórcy dla siebie. Te, które możemy kupić u handlarza na targu, to jest coś pomiędzy. Prawdziwa rakija jest bardzo mocna! :D Mieliśmy okazję skosztować takiej u naszego gospodarza- mam wrażenie, że miała z 80% .
Poznaliśmy swego czasu na plaży podczas snurkowania Polaka, który przyleciał do Czarnogóry samolotem i wybrał się z nami autem na wycieczkę do Baru, na ruiny starego miasta. Po powrocie wszyscy usiedliśmy przed naszym pensjonatem i gospodarz poczęstował nas własną rakiją. Owy rodak, jak to Polak, chciał pokazać jaki to jest mocny w piciu  wysokoprocentowych trunków. Miejscowi popatrzyli z politowaniem, że chyba przecenia swoje możliwości, ale on ostro wychylił cały kielon rakiji..... W pierwszej chwili zrobił się biało- popielaty, później oblał się potem i zrobił się na dłuższą chwilę czerwony, ledwo łapiąc oddech ;)
Skusiliśmy się także na degustację na targu. Miła pani nalewała wszystkim do nakrętki, można było skosztować wszystkie dostępne smaki, a potem zakupić (lub nie). Trochę to obrzydliwe, pić po obcych ludziach, no ale uznaliśmy, że taki alkohol wypali wszystko, co ma wypalić i nabyliśmy litrową butlę rakiji pigwowej w cenie (jeśli dobrze pamiętam) 12 euro. Nie wiem, czy to tanio, czy nie, bo nie pytałam u innych sprzedawców.  Mamy jej część jeszcze w szafce do dziś, a kupiona została w sierpniu 2012! Zaopatrzyliśmy się też w przepyszny likier, na którego dnie pływały owoce, niestety zniknął po dwóch miesiącach oszczędnego podpijania... Kosztował 15 euro, bez targowania itd. Ogólnie nie zauważyłam w Czarnogórze żadnych możliwości zbijania z cen, jak to jest np. w Egipcie.  
Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore

"Pamiątki" z pierwszego pobytu w Czarnogórze w 2012. 

Prawdziwej rakiji nie wolno wywieźć z Czarnogóry. Na granicy celnicy nawet pytają, czy posiada się jakieś papierosy i rakiję. My mieliśmy ją upchniętą między ubraniami i wtedy akurat celnik nawet nam auta nie sprawdził, a poza samą rakiją mieliśmy na pewno przekroczone normy wywozu alkoholu. W ubiegłym roku byliśmy już dużo mniejszym autem i rakija po pierwsze by się nie zmieściła, a po drugie nie przepadamy za aż tak mocnymi trunkami, więc po co kupować kolejną, skoro jeszcze coś tam w domu stoi. Poza tym celnik na granicy  z Węgrami sprawdził nam dość dokładnie auto, więc możliwe, że skończyłoby się konfiskatą. Dziwne, że aż tak nas przetrzepali- na oko widać, że w naszym autku ledwo mieszczą się bagaże... Nawet nas ostukał po karoserii. Dlatego zawsze trzeba się liczyć albo ze stratą nadmiaru alkoholu, albo z koniecznością spożytkowania go na miejscu pod okiem celnika, w całości ;)

Ogólnie- moim zdaniem będąc na Bałkanach nie ma sensu kupować alkoholi znanych z Polski. Warto sprawdzić, co mają do zaoferowania miejscowi i poznać ich gusta i smaki, a także... dać im trochę zarobić :) 
Nie ma sensu też przesadzać z ich ilością, bo jest zbyt dużo pięknych miejsc, by musieć rezygnować z wycieczek samochodowych wskutek imprezy z poprzedniego dnia! :)

Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore


Piękno kanionu rzeki Pivy: turkus rzeki + wszechobecne tunele wykute w skałach.