Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montenegro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montenegro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 listopada 2017

Ceny żywności w Czarnogórze

Witam :) 

Dostaję dużo pytań o ceny w Czarnogórze. Zarówno o ceny podstawowych dóbr, jakie nabywamy na urlopie, jak i cen noclegów. 
O noclegach na ogół się nie wypowiadam, bo można zarówno jechać do jakiejś małej kwatery po taniości bez klimy za 10 euro, jak i do hotelu z tarasem nad morzem, gdzie widok zapiera dech w piersiach, a nasz portfel będzie chudszy o kilkanaście tysięcy po kilkunastu dniach pobytu. Podobnie jak z jedzeniem na mieście- można iść na hamburgera za 3 euro, ale można i zjeść kolację w restauracji za 200 euro. Każdy woli coś innego, dlatego skupię się na cenach "zwykłych" rzeczy :) 

Dla zobrazowania- szybki post: wrzucę parę fot z widocznymi cenami podstawowych, często kupowanych rzeczy ze sklepów zlokalizowanych w  różnych rejonach  czarnogórskiego wybrzeża. 





























Ceny bywają zróżnicowane- o ile w marketach sieciowych różnice nie są duże, to za niektóre dobra płacimy bardzo różnie, w zależności od lokalizacji. Na jednej plaży komplet 2 leżaki + parasol  zapłacimy 8 euro, na innej 10, a w rejonie  Świętego Stefana i 75 eurasków ;) 

Ogólnie- żywność jest trochę droższa niż w Polsce, ale bardzo często smaczniejsza. Smak warzyw, owoców i wędlin jest nieporównywalny z naszymi- pychota, nieskażona taką chemią, jak u nas!





Post zawiera fotki już wcześniej publikowane na fb, ale z racji wielu pytań i trudności z odszukaniem ich tam, powieliłam je i tutaj. 

Pozdrawiam :) 


czwartek, 16 kwietnia 2015

Skrót pobytu w Czarnogórze 2014

Witam serdecznie :)

Plany wakacyjne się już krystalizują? Pora na to odpowiednia! 
Wkrótce znikną ostanie miejsca w najlepszych miejscówkach- jeśli ktoś zamierza jechać w szczycie sezonu- zatem polecam sprężać ruchy :)

Polecam, chociaż... sami rezerwacji żadnej nie mamy w tym roku :D Upatrzone miejsce- tak, ale z racji nowych zobowiązań zawodowych, nic jeszcze nie jest pewne, nawet termin naszego wyjazdu tego lata. Wiemy nawet, w którym chcemy być pokoju, ale nie mamy pojęcia, czy są tam jeszcze wolne miejsca ;) Wiemy za to, że widok z okien (cała ściana przeszklona!!!) jest nieziemski!

Czarnogóra bankowo będzie zaliczona i w tym roku, 2 tyg to absolutne minimum! 

Dla niezdecydowanych- polecam obejrzeć filmik. Trzy tygodnie wakacji zostały zamknięte w niecałych czterech minutach obrazu. Muzyka- bałkański hit z 2012 roku, kiedy to pierwszy raz odwiedziliśmy Czarnogórę i zakochaliśmy się z niej bez pamięci. 


Pozdrooo :)

niedziela, 9 listopada 2014

Zwierzaki w Czarnogórze

Dzisiaj pokażę Wam parę fotek zwierząt, jakie można spotkać w Czarnogórze. 
Kraj posiada baaaardzo piękną i bogatą florę i faunę. 

Dzisiaj skupię się na faunie, bo muszę przyznać wprost, że mam mało zdjęć zrobionych typowo dla uchwycenia roślinności- zazwyczaj znajduje się ona w tle. Może któregoś dnia przeszukam zasoby i znajdę takie fotki, które wprost ukażą piękno i niezwykłość czarnogórskiej flory. Wspomnę jedynie, że nigdy wcześniej nie widziałam, aby obok siebie rosły lasy sosnowe, palmy, winorośle i drzewka oliwne. Tam jest to normalne. Dla nas dziwnym także jest zerwanie pomarańczy z drzewa- tam pomarańcze i mandarynki ludzie posiadają we własnych ogrodach. Nasi gospodarze mieli właśnie mandarynki (były niestety jeszcze zielone do naszego wyjazdu), figi i przepyszny winogron (moim zdaniem- najlepszy jaki jadłam, wg nich- jeszcze niedojrzały!). Jeżdżąc w rejonach Jeziora Szkoderskiego czy po Pólwyspie Lustica łatwo dostrzec granaty rosnące na drzewkach. Gaje oliwne i winnice zajmują bardzo rozległe tereny i pozwalają niejednemu Czarnogórcowi wyżywić rodzinę, zresztą sprzedawców win i owoców z własnych upraw spotkamy w całym kraju. Podobnie z arbuzami- z dróg widać "farmy" arbuzowe (np. w rejonie Ulcinj) i często obok nich zlokalizowane jest stanowisko sprzedaży, gdzie arbuzy stale polewane są wodą.        
Tyle o roślinach :)

Przejdźmy do zwierzaków.

O ile nie jest niczym nadzwyczajnym jest spotkać podczas (s)nurkowania ryby w przeróżnych kolorach i rozmiarach czy nawet rozgwiazdy, którym nie będę tutaj poświęcać miejsca, to zobaczyć dzikie konie czy żółwie- to już nie jest takim zwykłym wydarzeniem :) 
Z żyjątek morskich wspomnę o jeżowcach. 
W rejonach, gdzie dno morza jest piaszczyste, raczej ich nie spotkamy, bo przyczepiają się do kamieni, ale gdy zamierzamy nurkować czy korzystać z uroków morza w miejscu, gdzie dno jest skaliste- trzeba uważać. Bliskie spotkanie z taką jeżową kulką kończy się dla nas boleśnie. Ja do dziś mam w płetwach kilka ich kolców. Skoro wbiły się w sztywny plastik porządnej płetwy, łatwo sobie wyobrazić, jak kończy ludzka stopa po nadepnięciu na jeżowca. Dużo ludzi nosi buty do wody. My nie, choć uwielbiamy dno skaliste i zazwyczaj na takie plaże chodzimy, ale często korzystamy z płetw albo po prostu patrzymy pod nogi (przejrzystość wody na to pozwala)- jednak i tak nie udało się w tym roku uniknąć nadepnięcia. Pierwszy raz mnie dorwał :D Bolało jak cholera, na szczęście chyba kolec sam szybko wyszedł. Po kilku godzinach nic nie czułam, choć czarny cieniutki kolec dalej znajdował się pod moją skórą. Ale wiem, że taki kolec może dawać się we znaki kilka ładnych dni. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Jeśli już mowa o skalistym dnie, to warto podkreślić, że w rejonie skał łatwo spotkać kraba.  Kamienie na brzegu to ich naturalne środowisko. Bardzo szybko zasuwają!  


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro


Wody Adriatyku w rejonie wybrzeża Montenegro to także bardzo dobre warunki dla małż. Tutaj upolowałam w Zatoce Kotorskiej omułka. Było ich mnóstwo! Ogólnie z Zatoce bez problemu znajdziemy miejsca, gdzie wprost z wody możemy na kilogramy zakupić do samodzielnego przyrządzenia takie małże. Z daleka widać miejsca ich połowów- na wodzie unoszą się specjalne sznurki, beczki i pojemniki. Możemy także wyłowić je z wody samodzielnie- nasi sąsiedzi z Polski z jeden wieczór zaprosili nas na swój taras na kolację, gdzie zaserwowali przepyszne omułki, które znaleźli tego samego dnia niedaleko naszego miejsca zamieszkania.  


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro


Podziwiając muszelki na plaży pamiętajmy, że taka muszla może nadal zawierać mieszkańca! Byłam bliska zawału serca gdy z mojej pięknej muszelki nagle wyłoniły się szczypczyki i muszla zaczęła zwiewać w stronę wody :D Ta sytuacja później zdarzyła mi się jeszcze raz, gdy leżąca sobie na stoliku piękna "muszla" nagle mnie chciała dziabnąć, gdy oglądałam wyłowione skarby  ; )


W Czarnogórze bliskie spotkanie ze zwierzakiem może i zwykłym, ale w niezwykłych okolicznościach raczej się zdarzy- my dziko żyjące konie widzieliśmy podczas każdego pobytu. Pierwszy raz spotkaliśmy je wjeżdżając do Sutomore szukając noclegów... wyjadające jedzenie ze śmietnika stojącego między blokami mieszkalnymi. Strasznie żałowałam wtedy, że nie zrobiłam im zdjęcia, ale tydzień później widziałam je chadzające wzdłuż ruchliwej drogi. 

W tym roku pięknego, białego konia spotkaliśmy na drodze na Półwyspie Lustica, gdy byliśmy na wycieczce i rejsie do Błękitnej Groty. Jedziemy sobie malowniczą drogą i nagle.... 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro


Idzie sobie piękny biały koń. Poruszał się dostojnie i nic sobie nie robił w mijających go samochodów. Każdy kulturalnie go ominął, bez żadnego trąbienia itd. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Nie ma raczej opcji, by podczas pobytu w Czarnogórze nie spotkać na drodze krów, owiec, kóz bądź osła. Krowy jak to krowy, włażą na środek nawet w ostatniej chwili, można je spotkać nawet w środku miasta. 
Tutaj stadko kilku krów wtargnęło na jezdnię przy wjeździe do Sutomore. 

Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Na szczęście merc za nami jechał dość wolno i także zdążył szanownym krowom zrobić miejsce na przejście.
Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

W rejonie Jeziora Szkoderskiego staliśmy w tym roku "w kozim korku". Kóz było mnóstwo, były uparte i nie miały ochoty przepuścić żadnego samochodu. Jechaliśmy jako pierwsi przez jakieś 7 minut, ale kozy wydzielały taki smród, że przepuściliśmy parę aut by postarały się skuteczniej je przegonić lub przyspieszyć ;) Nic to nie dało, inni kierowcy także nie mieli na nie żadnej metody, a trąbienie i dojeżdżanie im tuż za zadek nie dawało kompletnie nic. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Ostatecznie po blisko 15 minutach zlazły gdzieś w bok na rozjeździe, ale tylko dlatego, że pomógł im w tym miejscowy. Na szczęście, bo sznureczek aut liczył sobie z 10 albo trochę więcej pojazdów, było już dość późno a drogi w tym rejonie nie są bezpieczne do jazdy po zmroku (mieści się półtora samochodu i z jednej strony skarpa). 

Kilkanaście razy spotkaliśmy też osiołki. I takie, które wyglądały na dzikie, i udomowione. Ten na poniższym zdjęciu aż trząsł się ze strachu na nasz widok, więc zrobiliśmy mu fotkę z auta i szybko odjechaliśmy dalej. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Kilkanaście metrów dalej stała dalsza część oślego stada. Tu jakiś młodszy osobnik:
Love Montenegro Kochamy Czarnogórę Blog o Czarnogórze


Wracając znad Jeziora spotkaliśmy także żółwia. Najpierw widzieliśmy kilka żółwich zwłok, rozpłaszczonych do grubości papieru. Gdy już traciliśmy nadzieję na spotkanie żywego osobnika, trafił się jak ślepej kurze ziarno. Zatrzymaliśmy się, czekając na znajomych i zobaczyłam coś małego idącego po asfalcie. Byłam pewna, że to jeż, ale okazało się, że to żółwik :) 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Żeby spotkać jakiegoś czworonoga nie trzeba było nawet jechać na wycieczkę- jeden ze zwierzaków odwiedził nas parę razy na tarasie w porze nocnej, usadawiając się przy lampie. 


Montenegro Czarnogóra  Sutomore Budva Atrakcje Czarnogóry ceny Adriatyk lovemontenegro

Czy takie spotkania nie są wyjątkowe? :)))


piątek, 12 września 2014

I po wakacjach.... Czarnogóra 2014, czyli jak było w Czarnogórze- samochodem :)

Było... minęło. Niestety! 
Nawet trzy tygodnie na miejscu wydaje się mało :( 

Podsumowując- było wspaniale! :)

Dzisiaj opiszę krótko moje wrażenia i główne spostrzeżenia z trasy. Zachęcam Czytelników do dzielenia się swoimi wrażeniami z tegorocznego pobytu w tym pięknym kraju :)


Jechaliśmy- jak co rok- przez Bośnię, aby móc wjechać do Czarnogóry przez przepiękny kanion rzeki Pivy. Tyle tylko, że w tym roku byliśmy tam już tak znużeni, że nie zatrzymywaliśmy się w nim co trzysta metrów by podziwiać widoki... No ale tak to już bywa- pierwszy raz jechaliśmy na dwa auta, ze znajomymi stale widocznymi w lusterku i "obecnymi" w naszym aucie przez cb radio. I jechaliśmy... blisko 30 godzin. Tak tak, około 1300 km w 30 godzin, rekord padł. Jadąc samemu ruszamy o wygodnej porze, nie musimy się szukać z nikim na trasie, znamy swoje tempo, wiemy, ile jeszcze damy radę jechać bez przerw, a gdy stajemy- to staramy się odpoczywać na maksa. Jadąc z kimś o ten komfort trudniej i najgorsze co można zrobić, to na postoju- zamiast położyć się spać- przegadać dwie godziny... Tak właśnie! Nie ma co uciąć sobie w środku nocy na Węgrzech trwającą dwie godziny pogawędkę o samochodach, a potem musieć siąść dalej za kółko, podczas gdy w drugim aucie rozmówca sobie idzie spać w busie! 
Ale dosyć narzekań... :D Jechaliśmy w tym roku przez Słowację, z pominięciem Czech. Błąd. Droga niby krótsza, ale trwa i trwa i trwa... Męczy duży ruch i beznadziejna jakość dróg w Polsce. Lepiej prosto na Cieszyn. 

Polska- Słowacja- Węgry- Chorwacja- Bośnia- Czarnogóra. 
Na Słowacji sporo policji na drogach, a że plotka głosi, że Polaków nie lubią, szaleć nie ma co. Oczywiście auto doposażone w specjalną apteczkę, nawet dodatkowy ustnik jest, w kamizelki odblaskowe w kabinie auta, nie w bagażniku. Omijamy płatne drogi, więc konieczności zakupu winiety nie ma, ale trzeba pilnować się dróg, by na płatną nie wpaść. Drogi fajne. I nie ma polskich wariatów drogowych i tego dziwnego uczucia dzikiego spędu i wyścigów spod świateł.Węgry mijamy nocą. Plan był stanąć na coś ciepłego do zjedzenia w Budapeszcie, jak co rok, ale mijamy Budapeszt bokiem i z żarełka nici. Tak samo jak na Słowacji, jedziemy darmowymi drogami. Są w porządku. Raz tylko pojawiła się znikąd jakaś dziwna wybrzuszona powierzchnia jezdni. Niewiele brakowało by urwać sobie coś od spodu. Wybrzuszenie było naprawdę spore. 

Za Mohacem jedziemy w stronę Chorwacji, która w tym rejonie nie prezentuje się atrakcyjnie. Na Osijek i dalej do Bośni. Pierwszy raz jesteśmy w Bośni, gdy jest całkowicie jasno. W paru miejscach widzimy, że powódź, o której dało się słyszeć w mediach wiosną, naprawdę musiała być sporych rozmiarów. Zniszczeń jako takich, zniszczonych domów czy dróg nie było widać, ale jadąc wzdłuż rzeki łatwo było dostrzec, że niedawno jej wody sięgały dużo dalej. Nie widzieliśmy także nigdy znaków ostrzegających o polach minowych, o których wielu Polaków mówi. Zresztą ostrzelanych domów itd także nie- pełno jest zniszczonych i opuszczonych (ślady wojny widzieliśmy rok temu w Sarajevie, w którym spędziliśmy trochę czasu po drodze). Za to gdy zatrzymaliśmy się na stacji by zatankować auto, zmuszeni byliśmy skorzystać z takowej toalety (tzw. tureckiej): 

Na tej stacji spotkaliśmy dwa auta Polaków, ale jakoś niespecjalnie mieli ochotę na pogawędki z rodakami. Dużo przyjaźniej nastawione były psiaki mieszkające na stacji :) Chyba tam mieszkały, bo zachowywały się jak u siebie, śpiąc smacznie na środku parkingu. Jeden z nich był najbardziej nastawiony na spotkania z turystami i ich posiłkami. Zbierał najsmaczniejsze kąski, podczas gdy kompani leżąc na asfalcie podnosili jedynie głowy licząc, że jedzonko samo do nich przyjdzie. Chyba że już tacy najedzeni byli. 



Po załatwieniu najpilniejszych potrzeb w tej "toalecie", napełnieniu żołądków (swoich i psich) ruszyliśmy dalej. 
Kraje byłej Jugosławii zawstydzają Polskę pod względem budowy dróg, Bośnia nie jest tutaj wyjątkiem. Pojechaliśmy płatną (5,5 KM, czyli ok 2,8 euro) bardzo fajną autostradą, na której było praktycznie pusto. Potem kierowaliśmy się na przejście Scepan Polje- Hum.  Już w Bośni zaczynają się piękne tereny, tunele i drogi przy ogromnych skałach. W jednym miejscu nawet skała odpadła od ściany i droga stała się nieprzejezdna- wyjeżdżony był kawałek wzdłuż asfaltu. Dobrze, że nie mamy niższego auta, bo byłoby to bardzo ciężkie. 
Kanion Pivy jak zawsze zachwyca i powoduje wzrost adrenaliny, co jest bardzo wskazane w tym rejonie- kierowca niech lepiej patrzy przed siebie, zamiast na piękno tamtejszej natury. Jest wąsko, jedzie się krętymi drogami i warto używać klaksonu dojeżdżając do ostrych zakrętów, czyli co chwilę. My używaliśmy, ale jadący naprzeciw, czyli w górę - nie za bardzo. Parę razy wyskoczył znienacka rozpędzony samochód lub nawet autokar! 
Czarnogóra 2014 lovemontenegro blog montenegro

Dwa auta się zmieszczą pod warunkiem, że jest kawałek "pobocza" (czyli nie ma skarpy) lub jedno z aut się cofnie do najbliższego takiego miejsca. Czasami jest tak, że cofamy się by przepuścić auto, ono przejeżdża, ruszamy, nadjeżdża kolejne, znowu cofamy, ruszamy, nadjeżdża kolejne, cofamy.... hahah i tak 6 aut :D
W tym roku trochę postaliśmy tam w korku! O tak, brzmi dziwnie, ale była spora kolejka spowodowana jakąś stłuczką. Piękna beemka (Mka!) na niemieckich blachach miała jakąś stłuczkę i policja zatrzymała ruch, leniwie kręcąc się wkoło zdarzenia i robiąc od niechcenia fotki. 
Spotkaliśmy też na tej wąskiej drodze... auto z przyczepą kempingową, które chyba miało spory problem- przyczepa z jednej strony wpadła do rowu. Kierowca podjął dość ryzykowny krok decydując się na przejazd tak wielkim sprzętem tamtędy. 
W tych rejonach także spotkaliśmy dwa auta Polaków w kabrioletach :) Serdecznie pozdrawiamy pasażerów tych bezdaszników, z którymi całkiem przyjemnie się przywitaliśmy! :))) (dlaczego wszyscy Polacy za granicą nie są tacy?).
Później przejazd przez wąski mostek...
samochodem na wakacje do czarnogóry
...i już jesteśmy w Czarnogórze :)

Przejście graniczne nie było mocno zatłoczone, stało kilka aut, ale upał taki, że nawet ten chwilowy przestój dawał w kość. Pod dachem nad budkami celników gniazda mają małe śliczne ptaszki, których podśpiewywań można posłuchać czekając na swoją kolejkę. Celnik szybko sprawdził paszporty i zieloną kartę, dał ulotkę o atrakcjach Czarnogóry i życzył udanych wakacji. 

Jesteśmy już w Czarnogórze, piękny kanion i jezioro Pivsko wzbudza zachwyt. Za nic w świecie nie chcialabym być w tym miejscu zmuszona do siedzenia za kółkiem! Głowa mi się kręci od podziwiania widoków :) 
blog o Czarnogórze wakacje samochodem trasy
Nie ma już ochów i achów co 30 sekund, jak to było za pierwszym razem w kanionie, ale takie piękne tereny są nie lada atrakcją nawet za setnym razem. Droga wiedzie między tunelami, wśród skał i wzdłuż turkusowej wody.
Wyjątkowym jest także przejazd przez most, który widać w oddali na poniższym zdjęciu:
Piękno pięknem, jechać dalej trzeba. W końcu w kanionie "traci się" naprawdę sporo czasu. Odcinek niby krótki, ale parę godzin z głowy, a na południe kraju drogi jeszcze kawał. Dalej na Niksic i stolicę- Podgoricę. Jeszcze przed Podgoricą złapał nas taki deszcz, że wycieraczki nie dawały rady. Nie było widać kompletnie nic, słychać tylko było bliskie grzmoty piorunów. Stanęliśmy tam na kwadrans się zdrzemnąć- ja po napoju energetycznym nie byłam w stanie zasnąć ani na minutę mimo zmęczenia, ale służyłam dzielnie za poduszkę :)
Burza i ulewa szybko na szczęście minęły, pojawiło się za to na niebie kilka tęcz. 
Czarnogóra 2014 sutomore wakacje samochodem ceny

Potem kierunek Sutomore, czyli przejazd tunelem Sozina i  jesteśmy na miejscu :) 

Mieliśmy całe trzy tygodnie pięknej pogody. Zawsze byliśmy tu od połowy sierpnia lub później, pierwszy raz doświadczyliśmy jeszcze wyższych temperatur niż zazwyczaj. Termometr w aucie wskazywał zazwyczaj ponad 40 stopni, zresztą wieczorem na tarasie było ponad 30 po 21szej, więc to mówi samo za siebie. Pod koniec drugiego tygodnia pobytu był jeden dzień, w którym była burza- trwała może kwadrans, ale była intensywna, jak to tam już bywa. Z tarasu obserwowaliśmy jak poruszał się piasek na dnie morza, tworząc jasne ruchome plamy na turkusowo- niebieskiej tafli. Po tej burzy upały lekko zelżały, i do końca pobytu było już pięknie i bez deszczu.

do Czarnogóry samochodem wakacje Montenegro

Taki widok z okna plus wizja trzytygodniowego pobytu...mmmmm, miło powspominać :)


Niestety nasz pobyt dobiegł po 3 tygodniach końca...

Wracaliśmy przez Serbię. 
Serbia jest pięknym krajem, a Serbowie bardzo fajnymi ludźmi. 
Szkoda, że wojna potoczyła się dla nich tak, jak się potoczyła... (dla zainteresowanych- mogę polecić kilkanaście tytułów, które opisują prawdziwe losy wojny na Bałkanach i rozpadu Jugosławii, zdecydowanie inne od tej papkowatej bredni powielanej bezmyślnie przez media). Mam nadzieję, że mimo stałych prób blokowania wszelkiego rozwoju tego kraju przez zachód, w końcu im się uda naprawdę wybić.  
LOVEMONTENEGRO Czarnogóra 2014

Tutaj także były piękne widoki i tunele. Przejazd przez Kanion Moracy jest bardzo widokowy. Ogromne masywy skalne, a z prawej strony  dole rzeka, momentami turkusowa. I ogrom tuneli.

Drogi w Serbii są normalne. Nie ma dziur, wyrw, Polacy mogliby się uczyć. 
Tutaj także widać ogromną liczbę opuszczonych domów...

Za Serbią- Węgry. Celnicy nawet nie spojrzeli nam do bagażnika, czego się obawiałam i z tego powodu zrezygnowałam z kupna jeszcze jednej butelki wina! ehhh Żałuję tego do dziś, taki ze mnie cykor :D Korka na granicy nie było żadnego, ale wiem, że jadąc na inne przejścia można było stać pół nocy. 
Pod granicą na drogach same auta na niemieckich numerach, ale tacy z nich Niemcy... Byli to głównie Turcy- co widać było po karnacji i muzułmańskich "kreacjach" kobiet. Spora grupa tych "Niemców" to Serbowie, którzy lata temu wyjechali za pracą, a w swoje rodzinne strony przyjeżdżają tylko na wakacje. 

Tym razem droga przez Węgry trochę nam się dłużyła. Drogi były dość kiepskie i wszędzie... smród! :D Niestety Węgry będą mi się teraz kojarzyły tylko z dziwnym językiem i smrodem. Nie wiem czym oni podlewają uprawy, ale ten fetor unosił się chyba z pól, które kilometrami ciągnęły się wzdłuż dróg.
Na Węgrzech zatrzymała nas policja! Za nic w świecie nie zorientowaliśmy się, że byliśmy w pewnym momencie w terenie zabudowanym, bo nic na to nie wskazywało- widocznie przeoczyliśmy znak, bo za granicą raczej jeździmy zgodnie z przepisami. Nawet jak nas zatrzymywali, uznaliśmy, że to rutynowa kontrola. Jednak nie. Za takie przekroczenie prędkości groziło nam 600 zł mandatu (sprawdziłam to w Polsce). Policjant od razu ostro stwierdził, że jest mandat, ale jakimś sposobem nas puścił. Uff! Potem jechaliśmy już wypatrując znaków, co niestety kończyło się niesamowicie powolną jazdą przez te śmierdzące miasteczka i nierówne drogi :P Nie podoba mi się ten kraj. Ani ten straszny język i nazwy miejscowości! :D 

Za Węgrami tylko Słowacja i Czechy. Wracając rok temu trafiliśmy na pokazy lotnicze i objazd, w tym roku na paradę samochodów zabytkowych. Nawet mieliśmy siłę się zatrzymać i je obejrzeć, jak już odjeżdżały. No a potem tylko Polska. Cieszyn, całkowicie inne zachowania kierowców, wyścigi i fotoradary. Zawsze powrót  przez Polskę podnosi mi ciśnienie- jest się wtedy najbardziej zmęczonym, tak blisko do domu, a wszędzie jakieś takie dziwne zachowania kierowców. Zgodnie z przepisami jechać się nie da, po prostu- wszyscy wkoło tną minimum stówę i jadąc przepisową 70ką jest się zawalidrogą stwarzającą zagrożenie. Mam nadzieję, że jakimś cudem kiedyś się nauczymy normalnej kultury jazdy....
Ale post nie o tym ;)
Polecam wszystkim wyjazd do Czarnogóry samochodem i zawsze będę stała na stanowisku, że lepszej opcji nie ma. 


Tyle o drogach. Następnym razem będzie coś innego. Może o tym, że "tanio to już było" :)


poniedziałek, 7 lipca 2014

Piękno Adriatyku w rejonach Czarnogóry

Dlaczego w Czarnogórze warto wybrać się w rejs?
Krótko i na temat. 
Dlatego:
Montenegro Czarnogóra samochodem
 Woda raz jest turkusowa, raz pięknie niebieska, raz wpadająca we wściekły kobalt.... Czasem się to wydaje aż niemożliwe, oglądając zdjęcia. Jednak tak tam jest, przepięknie! :) Żadne zdjęcia nie oddają pełnego uroku tych miejsc.


Czarnogóra samochodem urlop
 Kolor wody to jedno, a drugie to przepiękne skały. 
Ogromne masywy skalne widzimy zarówno przy brzegu, jak i wyrastające nagle na środku niebieskiej  tafli wody. Przy ogromnych ścianach skalnych przy brzegu czasami dostrzec można bardzo jasny piasek- maluteńkie plaże, dostępne tylko w wody. Mając swoją łódkę lub wynajęty skuter wodny (jedna i druga opcja dla osób z grubszym portfelem niestety)  można wybrać się na jedną z tych małych, rajskich plaż.... Wrażenia- niezapomniane!  
W niektórych miejscach widać, że "w głąb skały" da się wpłynąć- na przełomie tysięcy lat wytworzyły się małe jaskinie, kuszące śmiałków do wpłynięcia.
Czarnogóra samochodem

Jeśli dobrze będziemy się przyglądać skałom na wybrzeżu (lub jeśli znamy serbski i zareagujemy we właściwym momencie na słowa przewodnika- kapitana statku), możemy dostrzec wśród skał pozostałości wojen- charakterystyczne lufy armat lub rzadziej betonowe bunkry.


Takich widoków nie będziemy mieli z brzegu. Rejsów w Czarnogórze na pęczki. Całodniowe, krótkie- działające na zasadzie morskich taksówek, rejsy nocne do Budvy.... 
Rejsy nie są specjalnie drogie- za całodzienny  rejs od Sutomore, przez Petrovac i Budvę, gdzie były przystanki, na Kraljiciną plazę, gdzie można było wylegiwać się i pływać 3 godziny, płaciliśmy po 10 euro od osoby. Wycieczka, jeśli dobrze pamiętam,  rozpoczyna się o 8.30 i kończy o 17. Statek przepływa wzdłuż wybrzeża, zatem startuje w Barze, a potem zabiera turystów z dwóch miejsc w Sutomore. W każdej większej miejscowości znajdziemy plakaty, ogłoszenia i pilotów wycieczek, którzy przedstawią dostępne oferty rejsów. 
Można się wybrać także na krótki rejs, tzw. "podwózkę"- np. z Sutomore na piękną plażę królowej (w/w Kraljicina plaza), z Budvy na wysepkę Hawaii. 
Z Baru z kolei można wyruszyć w rejs do Włoch, jednak wtedy nie mamy już do czynienia z kilkugodzinną wycieczką małym stateczkiem, a prawdziwą wyprawą ogromnym promem, za zdecydowanie inne pieniądze. A czy warto? Nie wiem. Dla nas zdecydowanie nie. Czarnogóra jest tak piękna, że nawet kilkutygodniowy pobyt dla nas jest za krótki. W tym roku wybierzemy się do Albanii na jeden dzień....  ani godziny dłużej nie chcemy tracić piękna Czarnogóry z oczu :)


Wakacje w Czarnogórze 2014 Sutomore

wtorek, 1 lipca 2014

Alkohole, trunki i imprezy w Czarnogórze

Dzisiaj trochę o alkoholach, jakie dominują w Czarnogórze, a trochę o wieczornych imprezach, które czasem z alkoholem są powiązane ;)
Nie będę rozpisywać się o alkoholach znanych w większości krajów, popularnych, czyli dostępnych również i w Czarnogórze, a wyłącznie lokalnych trunkach. W Czarnogórze królują piwa, wina i rakije.
Idąc od najsłabszych....

Piwo! 

Odnośnie piw rozpocznę od ciekawostki piwnej.
Wiadomo, piwo ze szkła jest znacznie lepsze, niż puszkowe lub z plastikowych butelek. Ale aby takowe piwo w Czarnogórze kupić, jest to nie lada wyczyn. Dlaczego? Bo aby kupić pierwsze, trzeba mieć butelkę na wymianę! Tylko skąd ją wziąć? Nie pomoże tłumaczenie w sklepie, że zapłacimy tą kaucję, abo że zaraz oddamy butelkę. Nie i koniec. Albo jest butelka, albo nie ma browara :)

Nas problem ominął- właściciele naszego pensjonatu mają na parterze bar/restaurację, więc kupiliśmy sobie u nich bez żadnego problemu zimne piwka zaraz po przyjeździe i dokonaliśmy małego przywłaszczenia butelek ;) Tym samym startowy pakiet czterech pustych załatwił sprawę.
Może jest to jakaś metoda: zamawiać w lokalach piwo bez przelewania do szklanek, potem za pazuchę butelkę i w nogi hahaha nie próbowałam :)
Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore Blog podróżniczy
Zimne Niksicko zaserwowane tuż po wyjściu z samochodu, po 22 godzinnej podróży :) Zdjęcie z własnego instagrama.

W każdym sklepie jest pełno lokalnych piw (innych także). Butelkowe, puszkowe i w dużych, plastikowych butelkach, które wychodzi najtaniej. My nie gustujemy w „zwykłych” piwach (pijamy smakowe/ portery, dojrzewające itd.), ale raz- na wakacjach trzeba degustować lokalne marki, dwa- na upały nie trzeba nie wiadomo jakiego wybornego smaku dla samego ugaszenia pragnienia, więc piliśmy schłodzone Niksicko i było całkiem ok.
Niksicko jest piwem produkowanym w Niksicu. Jest kilka rodzajów, my pijamy zwykłe, ciemne, limonkowe i grejfrutowe (moje ulubione).
Serbowie, z którymi zaprzyjaźniliśmy się rok temu, uważają że Niksicko jest średnie i pili serbskie piwo Lev oraz Jelen, aczkolwiek sądzę, że ich opinia była podyktowana względami patriotycznymi, nie smakowymi ;)
Alkohole w Czarnogórze LOVE Montenegro
Czarnogórskie piwo Niksic. 

Ceny piwa lokalnego są trochę większe, niż piw popularnych w Polsce. Za jakieś Tyskie, Kasztelana czy inne „zwykłe” piwo płacimy poniżej 3 zł. Tam ceny zaczynają się od około 80 centów, więc ponad 3 zł. Taniej raczej nic nie znajdziemy, a i tak mówimy o piwach w puszcze. Z drugiej strony, ceny piw w sklepie są praktycznie takie same, jak na promenadzie, więc nie ma sensu obkupować się w markecie.
Na imprezach piw także mamy spory wybór (nie tylko piw! Najlepsze łiskacze, pyszne driny i shoty, na co kto ma ochotę).  Piwo lane- miejscowe, butelkowe- raczej „obce”. My w klubach pijaliśmy Tuborgi, duńskie o ile kojarzę. Małe butelki, dość drogie + napiwek, więc imprezy mogą wychodzić drogo ;) 
Zauważyłam także, że Serbowie, mimo iż są narodem raczej biednym, nie żałują na napiwki tak, jak Polacy, i jest to dla nich oczywista oczywistość, by z kelnerem w dyskotece pogadać i mu napiwek zostawić. Nie wiem, czy wszyscy tak robią, ale nasi współtowarzysze imprez właśnie tacy byli. O samych Serbach (którzy stanowią większość spośród odwiedzających Czarnogórę turystów) napiszę w odrębnym poście.

W Polsce za picie piwa na ulicy czy plaży można zarobić mandat, a i tak jest to nagminne. Jak jest w Czarnogórze- nie wiem. Chyba wolno je pić, skoro jest sprzedawane wzdłuż całej plaży? :)
My płynąc w rejs wycieczkowy na sąsiednią plażę, dostępną tylko od strony morza, kupowaliśmy na promenadzie z lodówki zimne piwa i zabieraliśmy je ze sobą, ale mówię tu o ilości jedno na głowę, a nie po 10 by się nawalić do słońca :D Raczej nie zaobserwowałam picia na plażach w dużych ilościach czy ostentacyjnie, tak jak to jest nad Bałtykiem.
Gdy głębiej się nad tym zastanawiam, to chyba nie widziałam żadnego człowieka idącego promenadą z browarem w ręce! Nie spotkałam tam także żadnej grupki podchmielonych osób po imprezie. Żadnych zaczepek późno w nocy, żadnych krzyków itd.

Ogólnie imprezy i dyskoteki w Czarnogórze to dziwna sprawa!
Za pierwszym razem jakoś nie rzucało mi się to w oczy tak strasznie, jak w zeszłym roku.
Cała promenada w Sutomore, gdzie nocujemy, obsiana jest dyskotekami- na wolnym powietrzu, jedna przy drugiej, zorganizowane na zasadach naszych „ogródków piwnych”, tak bym to nazwała. „Dyskoteki” oddzielone są od siebie prowizorycznymi ścianami, ale dźwięk się nie miesza, będąc w środku. Na zewnątrz mamy za to kakofonię masakrycznie głośnej muzyki, ale ja bardzo lubię ten klimat nocnej promenady :)
W dzień w takiej „dyskotece” można w ciszy usiąść i coś przekąsić lub się napić, bo za dnia jest barem lub kawiarnią z normalnymi stolikami i fotelami. W nocy o ciszy tam nie ma mowy (dziwi mnie zawsze, jak niektórzy mogą się decydować na nocleg tuż nad promenadą!). Jest tak głośno, że pogadać się za bardzo nie da. I tu zonk- potańczyć też się nie da! Nie ma tu tzw. parkietu, tym samym miejsca do tańczenia. Wysokie stoliki barowe są ustawione tak ciasno, że po prostu stoi się przy nich, sączy alkohol i lekko podryguje, człowiek przy człowieku. Siąść też nie ma gdzie, bo nie ma stołków- w końcu po co siadać, skoro weszliśmy do dyskoteki? :D Bardzo specyficzne rozwiązanie, moim okiem bardziej nastawione na zyski ze sprzedawanego alkoholu i podryw, niż typową zabawę. Gdy zapytałam kolegów Serbów, czy u nich tak właśnie wygląda dyskoteka, chórem odpowiedzieli, że nie, bo u nich się normalnie tańczy!
Tutaj, żeby sobie iść potańczyć, trzeba iść do "zwykłej" dyskoteki czyli zamkniętego, typowego lokalu z biletem wstępu. Bilet można dostać od kelnera w którejś z tych „otwartych” dyskotek lub od hostess, których pełno na promenadzie. My mieliśmy wejściówki od kelnera, ale nie wiem czy to norma, czy trzeba mieć odpowiednio wysoki rachunek, lub być stałym klientem. Nie mam pojęcia, jak to się działo. Imprezowaliśmy z Serbami, może to dzięki nim :)
Piękne i skąpo odziane hostessy nocą na promenadzie zagadują i zapraszają na trunki do „swoich” klubów, przez 7 dni w tygodniu (do końca sierpnia, we wrześniu już jest po sezonie, ceny spadają nawet o połowę, ale i połowa mniej atrakcji). Tutaj brutalna rzeczywistość- hostessy zagadują i zapraszają do środka, dają karteczki- kupony i zaproszenia, ale przeważnie tylko przystojniakom i ładnym dziewczynom :)

Jest jeszcze jedna, ważna (szczególnie dla kobiet!) kwestia. Imprezy tutaj, mimo że przy plaży, nie są miejscem na stroje plażowe! Przeżyłam szok w pierwszy wieczór idąc ot tak sobie na spacer z myślą, że wejdziemy do któregoś lokalu. Najzwyczajniej w świecie tak nie pasowałam do towarzystwa, że odpuściłam tego dnia i musiałam naprędce kombinować wyjściową kieckę! :D Tak tak, upał, luz, plaża, morze... a tam wieczorem laski ubrane w niemalże wieczorowe kreacje, szpilki i kopertówki! :D Faceci są ubrani normalnie, czyli koszulka i spodenki (nie plażowe!) lub spodnie, ale dziewczyny ogarnia tam modowy szał i oczywiście, że można wyjść w spodenkach i topie, ale na pewno będzie się wybijało z tego towarzystwa wyglądem. Ja szpilki zawsze mam ze sobą więc i do Czarnogóry jedne upchnęłam w bagażniku, ale nie spodziewałam się, że będą niezbędne!


Koniec imprez, teraz wino ;)
Win pełno, najsłynniejszy i najpopularniejszy jest ich Vranac. Są różne, kapslowane, korkowane- w zależności od rocznika i co za tym idzie- ceny. Pijemy je na miejscu i nawet przywozimy trochę butelek do domu, dla siebie i kilka na prezenty, jeśli mieszczą nam się w aucie (mamy bardzo bardzo mały bagażnik, wypełniony po brzegi!). Wina można kupować i w sklepach, i na targowiskach od lokalnych handlarzy trunkami. Ba, można nawet skosztować przed zakupem! Ceny różne, są wina już za 1,70 euro, i warto podkreślić, że nie są one traktowane jak w Polsce jakieś jabole! Nie byłabym sobą, gdybym i takowego nie spróbowała. Czerwone było niedobre, bardzo cierpkie, a ja lubię słodycz w winie, za to białe było całkiem całkiem i nawet takie jedno zakapslowane przywiozłam do domu. Co kto lubi. Można potestować, bo ceny na to pozwalają, by wybrać swoje ulubione. Górnej granicy cenowej nie pamiętam :)


Jak już zaczęłam o lokalnych handlarzach i możliwości degustacji, płynnie mogę przejść do rakiji. W sklepach rakije są, ale na pewno nie takie, jak robią je Czarnogórcy dla siebie. Te, które możemy kupić u handlarza na targu, to jest coś pomiędzy. Prawdziwa rakija jest bardzo mocna! :D Mieliśmy okazję skosztować takiej u naszego gospodarza- mam wrażenie, że miała z 80% .
Poznaliśmy swego czasu na plaży podczas snurkowania Polaka, który przyleciał do Czarnogóry samolotem i wybrał się z nami autem na wycieczkę do Baru, na ruiny starego miasta. Po powrocie wszyscy usiedliśmy przed naszym pensjonatem i gospodarz poczęstował nas własną rakiją. Owy rodak, jak to Polak, chciał pokazać jaki to jest mocny w piciu  wysokoprocentowych trunków. Miejscowi popatrzyli z politowaniem, że chyba przecenia swoje możliwości, ale on ostro wychylił cały kielon rakiji..... W pierwszej chwili zrobił się biało- popielaty, później oblał się potem i zrobił się na dłuższą chwilę czerwony, ledwo łapiąc oddech ;)
Skusiliśmy się także na degustację na targu. Miła pani nalewała wszystkim do nakrętki, można było skosztować wszystkie dostępne smaki, a potem zakupić (lub nie). Trochę to obrzydliwe, pić po obcych ludziach, no ale uznaliśmy, że taki alkohol wypali wszystko, co ma wypalić i nabyliśmy litrową butlę rakiji pigwowej w cenie (jeśli dobrze pamiętam) 12 euro. Nie wiem, czy to tanio, czy nie, bo nie pytałam u innych sprzedawców.  Mamy jej część jeszcze w szafce do dziś, a kupiona została w sierpniu 2012! Zaopatrzyliśmy się też w przepyszny likier, na którego dnie pływały owoce, niestety zniknął po dwóch miesiącach oszczędnego podpijania... Kosztował 15 euro, bez targowania itd. Ogólnie nie zauważyłam w Czarnogórze żadnych możliwości zbijania z cen, jak to jest np. w Egipcie.  
Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore

"Pamiątki" z pierwszego pobytu w Czarnogórze w 2012. 

Prawdziwej rakiji nie wolno wywieźć z Czarnogóry. Na granicy celnicy nawet pytają, czy posiada się jakieś papierosy i rakiję. My mieliśmy ją upchniętą między ubraniami i wtedy akurat celnik nawet nam auta nie sprawdził, a poza samą rakiją mieliśmy na pewno przekroczone normy wywozu alkoholu. W ubiegłym roku byliśmy już dużo mniejszym autem i rakija po pierwsze by się nie zmieściła, a po drugie nie przepadamy za aż tak mocnymi trunkami, więc po co kupować kolejną, skoro jeszcze coś tam w domu stoi. Poza tym celnik na granicy  z Węgrami sprawdził nam dość dokładnie auto, więc możliwe, że skończyłoby się konfiskatą. Dziwne, że aż tak nas przetrzepali- na oko widać, że w naszym autku ledwo mieszczą się bagaże... Nawet nas ostukał po karoserii. Dlatego zawsze trzeba się liczyć albo ze stratą nadmiaru alkoholu, albo z koniecznością spożytkowania go na miejscu pod okiem celnika, w całości ;)

Ogólnie- moim zdaniem będąc na Bałkanach nie ma sensu kupować alkoholi znanych z Polski. Warto sprawdzić, co mają do zaoferowania miejscowi i poznać ich gusta i smaki, a także... dać im trochę zarobić :) 
Nie ma sensu też przesadzać z ich ilością, bo jest zbyt dużo pięknych miejsc, by musieć rezygnować z wycieczek samochodowych wskutek imprezy z poprzedniego dnia! :)

Do Czarnogóry samochodem Wakacje Sutomore


Piękno kanionu rzeki Pivy: turkus rzeki + wszechobecne tunele wykute w skałach.